7.3.2013

Jasny przekaz

 

W ubiegłym roku (żegnaj, 2012, żegnaj dziwny roczniku, o którym wszyscy producenci francuscy mówią – przekaz jest cokolwiek niejasny – że go nie rozumieją i wszyscy go zarazem chwalą, tak jakby magia była gwarantem wielkości) pokazało się na rynku dzieło wielkie: Wine Grape. A complete guide to 1.368 vine varieties, including their origins and flavors, autorstwa Jancis Robinson, Julii Harding i José Vouillamoza. Nie myślałem o nim aż do chwili, gdy wpadłem w Decanterze na wypowiedź Davida Berry Greena, znanego specjalisty od win włoskich, pracującego dla swej rodzinnej firmy Berry Bross & Budd, jednego z najbardziej prestiżowych angielskich importerów.


D. B. Green znalazł odpowiedź na nurtujące go pytanie o brak zrozumienia i entuzjazmu dla win włoskich na angielskim, czyli de facto każdym rynku. Brzmi ona w skrócie tak: nikt nie da rady rozwiązać rebusu, jakim są włoskie odmiany; z kraju, w którym, jak się powiada, jest tyle odmian winorośli, ile partii politycznych, nie da się wycisnąć żadnego logicznego, przejrzystego przesłania winiarskiego dla konsumenta. D. B. Green doznał iluminacji w dniu, w którym pojechał do piemonckiego consorzio i na próbę poprosił o listę najbardziej godnych polecenia do eksportu producentów barolo. Odmówiono mu, argumentując tym, że wszystkie apelacje piemonckie grają w jednej drużynie i że wszystkich siedemnaście dozwolonych odmian, w tym nebbiolo, ma tę samą wagę, przeto consorzio w ogóle nie ma żadnych preferencji.

D. B. Green wybuchnął szaleńczym, szatańskim chichotem, czy raczej, przecież Anglik, zmarszczył nieznacznie czoło: hmm, pomyślał, a później napisał, że skoro Nowa Zelandia postawiła w swym marketingu na pinot i na sauvignon blanc, skoro Napa obstawiła cabernet i chardonnay, skoro Burgundia pyszni się wyłącznie pinotem i swoim chardonnay, to Włochy powinny postąpić podobnie i wywiesić na pokaz kilka, a nie kilkaset orderów. I tak miałyby to być: nebbiolo, sangiovese, corvina, glera (prosecco), moscato, verdicchio, sagrantino, fiano, primitivo, gaglioppo i nerello mascalese połączone w przekazie dla konsumenta z odpowiednimi apelacjami. I basta. Albowiem consumers need clear signposts, aby wyciągać portfel z wewnętrznej kieszonki ruchem równie zdecydowanym, co John Wayne rewolwer z kabury.

Nie będę komentował małego poplątania z pomieszaniem, które towarzyszy tej myśli. Mnisi cysterscy mieli głęboko w kapturze clear signposts, kiedy obsadzali burgundzkie stoki pinot noir; gdyby doszli do wniosku, że dobrze obrodzi na nich parę innych odmian, no, może nie siedemnaście, długo pewnie by się nie wahali. Moją uwagę przyciąga raczej niezłomna wiara D. B. Greena w jasny przekaz. „Jasny przekaz” to bowiem jeden z fetyszy nowych czasów, cudowny lek, który pomóc ma rozwiązać marketingowe i rynkowe bolączki, sprawić, że kolega Popyt obejmie się z koleżanką Podażą i tanecznym krokiem pójdą razem na wino.

Za „jasnym przekazem” stoi jak Lenin za partią imperatyw maksymalnego upraszczania rzeczy, sprowadzania ich do kilku danych. Można to też nazwać otagowaniem, tym nowym pojęciem i tą nową od kilku lat praktyką, która nadzwyczaj dobrze ilustruje redukcyjnego ducha czasów. W rzeczy samej D. B. Green proponuje otagowanie włoskiego winiarstwa, tak jak swoje winiarstwo otagowali Nowozelandczycy czy Argentyńczycy. Tyle że otagowanie znaczy w tym przypadku nie tylko redukcję wielości do wybiórczości, ale też wprost redukcję, by tak rzec, etatów.

„Jasny przekaz”, jako powszechne życzenie najnowszej nowoczesności, dotyka swym ponurym całusem różnych partii winomańskiego cielska. Mniej szczepów, mniej apelacji, mniej gadania o szczegółach i niuansach, mniej komplikowania i rozdzielania włosa na czworo. Same główne linie i mało po bokach. Prosto i prościej. I tak wszędzie, w każdej dziedzinie. Mniej odmian, mniej esejów, mniej filmów autorskich, mniej „nie wiadomo co”. Tyle że same główne linie, gdyby konsekwentnie zrealizować postulat Davida, doprowadziłyby do ruiny – nie mówię już, że do ruiny włoskiej tradycji winiarskiej, lecz do ruiny tysięcy małych głównie producentów, uprawiających nieotagowane odmiany w nieotagowanych apelacjach.

Zapewne duch czasów to w końcu wymusi, przed logiką jasnego przekazu trudno się będzie obronić. Ciekawy jest notabene paradoks, który uwyraźniło w ostatnim roku czołowe wydarzenie Polski winomańskiej: inwazja win dyskontowych i równolegle ekspansja oceniających je blogów. Wyobrażam sobie, że ich autorzy, ludzie młodzi, jakoś tam wobec Starego, wobec Zgreda, wobec Systemu zbuntowani (mam nadzieję przynajmniej) złym okiem patrzą na krezusów rynkowych, na kapitały, na zapyziałych dziennikarzy, na umowy śmieciowe, na wyzysk biednego. Rekomendują więc, pozornie logicznie, wina najtańsze, pozbawione arystokratycznych baju-baj, wolne od liberalnego koneserskiego cmokania, niegodne zakichanej forsy zakichanych mądrali z zakichanym grubszym portfelem. Tyle że wina te są zaawansowanymi produktami liberalnego kapitalizmu, w przytłaczającej większości anonimowymi produktami przemysłowymi, które wypierają z rynku, z udziału w dzieleniu tortu niezamożnych, młodych, nieraz kontestujących, samodzielnych, nieraz lewicujących, nieraz antystemowych producentów.

Tymczasem życzę Państwu, by dostali na urodzinowy prezent w roku 2013 księgę Jancis Robinson i przyjaciół, prawdziwe kompendium ciemnego przekazu.

Marek Bieńczyk

 

Zdjęcia (2)

Warto przeczytać

Artykuł
Tydzień Trzech Króli

Znacie pewnie ten dowcip, więc posłuchajcie: w Central Parku kloszard ćmi na ławce skręta. Nagle widzi przed sobą nieznajomego mężczyznę, z długimi włosami, w tunice. Kloszard podaje mu skręta; nieznajamy zaciąga się głęboko kilka razy. – Kim jesteś? – pyta kloszard – Jestem Jezus z Nazaretu – odpowiada nieznajomy. Kloszard strzela z radości palcami: - I o to... więcej »

Artykuł
Plugawa pieśń psychiatry

Pisząc niegdyś felietony o winach dla pism niespecjalistycznych i szukając innych tematów niż mikroutlenianie czy odwrotna osmoza, zawsze jak na deskę ratunku wskakiwałem na wiersze mówiące o winie. Tu jeden poeta bąknął coś o węgrzynie, tam drugi wspomniał burgunda i felieton miałem jak w banku. Rzadko zdarzał się wybitny wiersz z winem w środku – niewątpliwe... więcej »

Artykuł
Droga, którą idę

Marek Bieńczyk To nie będzie kolejny tekst kombatancki, wprost przeciwnie, lecz zacznę od wspomnień. Otóż degustując ostatnio pewną butelkę, które skończyła swe dzieje w zlewie (było nas ośmiu i każdy wylał swój kieliszek), uprzytomniłem sobie nie bez lekkiego zażenowania, że jeszcze nie tak dawno temu pewnie bym brnął i wypił nalaną mi porcję. Pamiętam doskonale... więcej »

Artykuł
Nasze mineralne ego

We wspomnianej ostatnim razem książce Nossitera Władza i smak autor opisuje swą wizytę Chez Rabelais, czyli U Rabelais’ego. To nazwa niewielkiego sklepu z winami w V dzielnicy Paryża. Jego właściciel, Laurent, napisał do Nossitera po obejrzeniu Mondovino list z wyrazami solidarności. Nossiter z Laurentem, który ma względnie niewielką, albo bardzo dobraną selekcję win,... więcej »

Artykuł
Władza i smak

Książka Nossitera, która ukazała się we Francji pod koniec roku, jest wobec jego filmu Mondovino tym, czym grymas wobec uśmiechu, czym (mówiąc po gombrowiczowsku) rzyg wobec czkawki. Temu, kto uważał, że w filmie Mondovino jego twórca Jonathan Nossiter był nadto dogmatyczny, nieobiektywny i niesprawiedliwy, po lekturze Władzy i smaku zabraknie krytycznych... więcej »

Artykuł
Skazani na hecę

„Niewątpliwie lubię dobre wino, ale nie robię z tego powodu jakiejś większej hecy. Jest takie czerwone wino stołowe, valpolicella, które lubię pić zarówno w Austrii, jak i tutaj. Znosi transport znacznie lepiej niż chianti, które tutaj zawsze smakuje jak czerwony atrament”, opowiadał w rozmowie z Michealem Newmanem jeden z najwybitniejszych poetów... więcej »

Komentarze (6)

Wojciech BońkowskiDodane: 7.03.2013

David Berry Green i Do Trzech Dych grają w jednej kapitalistycznej drużynie! Dziękuję za jasny przekaz.

Odpowiedz
Marek BienczykDodane: 8.03.2013

Dlatego nazywam to paradoksem, mon cher

Odpowiedz
KRYSTIANDodane: 7.03.2013

Panie Marku, ideolo, ideolo, ideolo.. Powinna powstać książka pt. '' Ideologia wina.'' Niestety Gombrowicz już nie żyje. A w winie niechaj wino, nie metafory i czcze gadanie zobaczę... Winomańskie cielko rodem z 19 wieku na szczęście już czuje na swych plecach oddech hunów postępu i wkrótce utraci wszystko co godne szacunku, dawne i bezbronne. Ps. Gratuluję nagrody Nike, najszczersze wyrazy uznania.

Odpowiedz
ruraleDodane: 7.03.2013

Przyznam Panie Marku, że dla mnie przekaz płynący z Pana felietonu nie jest do końca jasny. Od kilku miesięcy mam okazję przyglądać się temu co się dzieje w Chile. Kraju, który choćby w kontekście wina, kojarzy się większości z nas z owym "maksymalnym uproszczeniem" jak Pan to nazwał. Cztery szczepy czerwone, dwa białe, dużo beczki, pić, nie czekać. Tak o tym myślimy. Tymczasem ja tu widzę tendencje zupełnie odwrotne. Nowe wina, nowi producenci, nowe miejsca, gdzie sadzą winorośl. Nowe pomysły na wino, na nowe apelacje, na inną estetykę i filozofię wina. Odgrzebali carignan, przypomnieli sobie o cinsault i moscatelu, zrobili pierwsze wino żółte, pielęgnują stare krzaki etc. Mógłbym jeszcze przez chwilę tak wymieniać, choć na pewno niezbyt długo. Jednym słowem skomplikowali sobie i mi życie:) Mam oczywiście świadomość, że warto mieć na uwadze kwestię skali. W sumie pewnie w Chile dzieje się mniej niż na pograniczu Słowenii i Włoch, no ale... To chyba świadczy o czymś zupełnie przeciwnym niż chęci "maksymalnego uproszczenia". Przynajmniej tak mi się zdaje. Pozdrawiam.

Odpowiedz
Marek BienczykDodane: 8.03.2013

Ja tylko, Rurale, mówię o stanie świadomości pewnej grupy ludzi zajmującej się dystrybucją wina, czy , szerzej, siedzącej w winie. To jest w zamiarze prokonsumenckie stanowisko, ma wszystkim ułatwić życie, zwłaszcza w czasach kryzysu. Uważam to za szkodliwe, ale ja oczywiście nie sprzedaję wina. Tak, słyszałem o Chile, że dużo się dzieje, mnie to cieszy. We Francji walka Uproszczenia ze Skomplikowaniem trwa od lat, przy czym dotyczy głównie systemu apelacyjnego, a w mniejszym stopniu kwestii uprawianych gron, na razie właściwie niczego nie dało się uprościć. W Tokaju są plany dużego Skomplikowania, podobnego do burgundzkiego. Więc, by zacytować wspomnianego - przez Krystiana - Gombrowicza, mamy "niejasną sytuację na kontynencie".

Odpowiedz
TKMDodane: 10.03.2013

Granie wciąż tej samej melodii już raz przerabiano i na szczęście doprowadziło do skutku wręcz odwrotnego. I jeszcze mowa o winach włoskich, ba! piemockich! Mamma mia! To może niech resto w Anglii oferują tylko margeritę, gorgonzolę i fiorentinę? Po co komlikować i stawiać na inne...

Odpowiedz




Kalendarium imprez
11.04

Wt

World Food Warsaw

Warszawa, EXPO XXI

21.04

Pt

Poznań Whisky Show

Arena Poznań

09.05

Wt

FENAVIN

Ciudad Real

11.05

Cz

Warsaw Gastro Show

Warszawa, Ptak Expo

02.06

Pt

Targi Pyszna Polska

Hala Stulecia, Wrocław

18.06

N

VINEXPO

Bordeaux

Do góry

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER


Ta strona korzysta z ciastek - małych plików tekstowych przechowywanych na komputerze użytkownika - celem ułatwienia korzystania z serwisu poprzez zapisywanie informacji o takich akcjach użytkowników jak np zalogowanie. Aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj »

ZAMKNIJ