Slow Food. Wychowanie gurmandzisty


Przyszły gurmandzista | fot. Piotr Petryka

Jeśli chcesz, by twoje dziecko doceniło w przyszłości smak Château Ducru-Beaucaillou, które odłożyłeś w piwnicy na jego osiemnaste urodziny, już dziś zacznij dbać o zapachowo-smakową wrażliwość pociechy.

Niczym na najruchliwszej nowojorskiej ulicy w godzinach szczytu, międzynarodowy tłum smakoszek i smakoszów faluje na slowfoodowych targach Salone del Gusto w Turynie. Kuszą tysiące stoisk z wyjątkowym jedzeniem oraz liczne, organizowane równolegle wykłady, degustacje, warsztaty i pokazy. W tym tłumie regularnie trafiamy na grupki dzieciaków, które jak gąski maszerują za opiekunami w drodze na swoje zajęcia. Oferta dla młodych na Salone jest równie atrakcyjna, jak dla dorosłych. Osobno przygotowane sale, materiały dydaktyczne, cały program dostosowany do grup wiekowych. Usadzone na dywanie przedszkolaki wyjmują z doniczek rośliny, oglądają korzenie, rwą liście szałwii i wdychają jej zapach. Słuchają lekcji o ziemi, słońcu, wodzie i o tym, skąd się bierze jedzenie. W innej klasie dzieci poznają, czym jest bioróżnorodność. Dynie, cukinie, kabaczki, tykwy, z całego świata, w najróżniejszych odmianach, kształtach, kolorach, można dotykać, wąchać i smakować. Każdy dostaje do spróbowania kilka dań i doświadcza na języku, że bioróżnorodność to także więcej wrażeń i zmysłowych przyjemności. Warto się o nią troszczyć.

Starsze dzieci pracują jak dorośli degustatorzy. Wypełniają szczegółową ankietę, określając miękkość, lepkość, fakturę, kolor i aromaty gruszki. Uczą się, że każdy z nas wyposażony jest w doskonały aparat do rozpoznawania smaku. Patrzymy z zachwytem, jak żywo reagują, z jakim entuzjazmem ogłaszają swoje odkrycia i „po dorosłemu” omawiają niuanse. Prestiż gurmandzisty jest równie atrakcyjny, jak renoma najlepszego piłkarza.

Slowfoodowe programy skierowane do dzieci działają we Włoszech nie tylko w czasie targów. Warsztaty smaku prowadzone są przez lotne grupy szkoleniowców, świadczące usługi dla szkół i przedszkoli. Powstają przyszkolne ogrody owocowo-warzywne, gdzie dzieci samodzielnie, metodami ekologicznymi, dbają o rośliny. Program reformy stołówek kładzie nacisk na odrzucenie przetworzonej żywności na rzecz gotowania z produktów sezonowych, kupowanych lokalnie.

Chciałoby się od razu przenieść te wszystkie inicjatywy na nasz grunt. Ale skąd wziąć pięknie wydane pomoce szkolne, mnóstwo przeszkolonych, zaangażowanych ludzi, pieniądze na ich pracę i biuro koordynujące zadania? Tego wszystkiego w Slow Foodzie polskim nie ma. Kiedyś nie było też we włoskim. Wtedy, a właściwie także i dziś, działalność organizacji opiera się na aktywności poszczególnych członków. Tyle się będzie działo, ile sam zrobisz.

Ponieważ nasz syn rozpoczął właśnie naukę w szkole, przygotowaliśmy warsztaty dla pierwszoklasistów. Zaczęliśmy od rozmowy z dzieciakami, kto jakie lubi smaki, jakie dania są jego ulubione. Maluchy wchodzą w taki temat od razu. By zdały sobie sprawę z odczuwania smaku, przed każdym ustawiliśmy kilka tak samo wyglądających kubeczków, w których była woda, każda inaczej doprawiona. Należało spróbować i przypisać kubek odpowiedniemu smakowi: słodkiemu, słonemu, kwaśnemu i gorzkiemu. Chwilę rozmawialiśmy o tym, jak działa nasz język i przeszliśmy do zapachów. Każdy dotykał, rozcierał i wąchał liście świeżej mięty, szałwii, bazylii i kolendry. Przypominaliśmy sobie skąd znamy te zapachy i uczyliśmy się je rozpoznawać, z zamkniętymi oczami. Potem każdy schował swoje wybrane listki, do nieprzejrzystej torebki, która przepuszczała zapach i w parach odgadywaliśmy zioło wybrane przez kolegę. Powstał przy tym straszny harmider, ale się udało. Następne zadanie, to odgadywanie zapachów z koncentratów w buteleczkach „Le nez du vin”. Dzieci zaskakiwały nas swoją wrażliwością i pamięcią zapachową. Czarną porzeczkę, pieprz, wędzonkę odgadywały bez pudła. Potem porównywaliśmy zapach utartej skórki z pomarańczy i olejku pomarańczowego, laskę wanilii i cukier wanilinowy i opisywaliśmy różnice. Na finał przygotowałam napój z wody doprawionej cukrem, kwaskiem cytrynowym i sztucznym aromatem, zabarwiony spożywczym barwnikiem. Porównywaliśmy jak smakuje sztucznie spreparowany napój wiśniowy, w porównaniu z sokiem wyciśniętym z wiśni. Moim celem było, by młodzi poczuli różnice, by podejmując decyzję o wyborzezakupu w szkolnym sklepiku zastanawiali się: „co ja czuję”.

Równolegle do naszych warsztatów grupa młodych członków warszawskiego convivium przygotowała plenerową ofertę dla dzieci, przybliżającą je do świata owoców i warzyw. Najpierw z koszy obfitości wybierały okazy, rozpoznawały je, opisywały i zapamiętywały. Potem należało z zamkniętymi oczami rozpoznać produkt po dotyku, po zapachu, po smaku.

Takie zabawy mobilizują wrażliwość. Następnym etapem było wyciskanie soków z owoców i warzyw, smakowanie ich i łączenie w kompozycje. Samodzielne przygotowanie owocowego koktajlu działało nawet na zatwardziałych przeciwników surowizny. Każdy z dumą zachwycał się swoim dziełem i wypijał z apetytem.

Prodziecięce aktywności członków slow foodu zaczęły się mnożyć, była praca z licealistami, przy wymyślaniu szkolnego lunchu dobrej jakości, konkursy i zabawy wokół tematu starych odmian jabłek na świątecznym jarmarku, wspólne gotowanie z dziećmi ze świetlic środowiskowych. Przygotowywany jest program wykładu o polskich tradycjach kulinarnych i historii naszych jedzeniowych upodobań.

W morzu potrzeb może się wydawać, że te inicjatywy giną niezauważalne, ale z drugiej strony, każda z nich jest kroplą drążącą skałę. I jeśli ktokolwiek z was ubolewa, że zalewa nas fast food, że dzieci ulegają telewizyjnym reklamom i tracą atencję dla prawdziwego jedzenia, może przyczynić się do zmiany. Udostępniamy przykłady aktywności edukacyjnych, które członkowie Slow Foodu podejmowali w różnych krajach, dzielimy się naszymi doświadczeniami. Nie ma co czekać na to, co zrobi dla nas Slow Food, lepiej to po prostu zrobić.
 

Zdjęcia (1)

Warto przeczytać

Artykuł
Manifest Slow Food

Od Redakcji: Jesteśmy ludźmi wina i jako takim bliskie są nam sprawy stołu. Uważamy, że żadna organizacja nie dba o nie lepiej niż Slow Food. Dlatego począwszy od tego numeru Magazynu WINO publikować będziemy regularnie artykuły poświęcone Slow Foodowi, promowanym przez Ruch produktom, ale i działaniom, które mają ochronić prawo do przyjemności – nasze i naszych potomków... więcej »

Artykuł
Warszawskie Convivium Slow Food. Twoje prawo do smaku

Każdy może mieć marzenia. Moje wygląda tak: idę w lipcową sobotę na targ z całą rodziną. Spotykam zaprzyjaźnionych rolników. Pamiętają imiona moich dzieci. Kupuję u nich truskawki, czereśnie, świeże sezonowe warzywa. Menu dzisiejszego obiadu tworzą nam stragany. Jeden z rolników zdecydował się przywozić również towar swoich sąsiadów, jaja, kurczaki z... więcej »

Artykuł
Gęś nie tylko marcińska

Polska jest największym producentem gęsi w Europie. Eksport gęsiny, sięga dwudziestu tysięcy ton rocznie. Sami zjadamy zaś w ciągu roku zaledwie 700 ton. Tymczasem to właśnie w Polsce hodowany jest jeden z najcenniejszych gatunków – gęś „Biała Kołudzka”, która doczekała się własnej, zastrzeżonej marki. Tegoroczna akcja „Gęś na Świętego Marcina”... więcej »

Artykuł
Smak boikenów znad Dolnej Wisły

Często powracam myślami do dziecięcych czasów, gdy głównym terenem mych zabaw z innymi dziećmi był stary, rozległy sad. Na rozłożystych, prawie poziomych gałęziach jabłoni boiken huśtałam się, budowałam letnie domki. Od sierpnia do czerwca następnego roku jabłka, gruszki i śliwki były podstawowymi owocami jadanymi w różnych postaciach. Pamiętam zapach i smak... więcej »

Artykuł
Slow Food. Zapisz się!

Nie znam osób głoszących chwałę fast foodów. Oczywiście są tacy, którzy czasami wbiją zęby w hamburgera z drive through (ups, i mi się to zdarza), ale gdyby trzeba było dokonać wyboru na resztę życia, to każdy z nas opowiedziałby się za wyższością jedzenia różnorodnego, przygotowywanego z troską i uwagą, z pierwszorzędnych produktów, których... więcej »

Artykuł
Baba slow

Z babą trzeba powoli, no w każdym razie powoli trzeba z babą drożdżową. Nie ma w polskiej kuchni chyba nic bardziej slow niż prawdziwa wielkanocna baba. Wymagające czasu i starania, kosztowne, drożdżowe ciasto z ogromnej ilości żółtek, najbielszej pszennej mąki, rodzynek i wanilii, często z szafranem, traktowano niegdyś w polskich domach z niezwykłą czułością i powagą. Baby,... więcej »

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Kalendarium imprez
Do góry

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER


Ta strona korzysta z ciastek - małych plików tekstowych przechowywanych na komputerze użytkownika - celem ułatwienia korzystania z serwisu poprzez zapisywanie informacji o takich akcjach użytkowników jak np zalogowanie. Aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj »

ZAMKNIJ