10.12.2008 Zbyszek Kmieć ,

A może kieliszek furminta?


Angelika Árvay | fot. Gotfryd

Hasan dostawał obłędu, kiedy po raz sześćdziesiąty wygłaszałem w Tokaju tytułową kwestię, traktując ją jak świetny dowcip. Mogło to męczyć niezbyt przywykłego do win Palestyńczyka.

Hasan mieszka w Józefowie Roztoczańskim, prowadzi restauracyjkę i tak jak większość miejscowych nie pije wina – nie dlatego, że zabrania mu religia, ale dlatego, że tak się przyzwyczaił. On więc w Tokaju podpatrywał gastronomię, ja furminty. Furmint to mój ulubiony tokajski szczep. Zupełnie nie przesadzę mówiąc, że mógłbym go pić na śniadanie, obiad i kolację oraz w przerwach miedzy posiłkami. Dzień zaczynam od furminta, tak jak inni zaczynają od filiżanki kawy. A raczej zaczynałbym, gdybym tylko prowadził bardziej ustabilizowany tryb życia. Kto wie, może to dobry pomysł: prowadzić bardziej ustabilizowany tryb życia po to, by codziennie rozpoczynać dzień od kieliszka furminta. Rozważę.

Niestety dotarliśmy do Tokaju nie rankiem, lecz obiadową porą, nie zważając na błagania Hasana, który krzyczał „Jeść!!! Jeść!!!”, truchtem wszedłem do okazałego budynku po byłym kasynie i rozglądając się uważnie wciągnąłem Hasana do kuchni. Wiedziałem, że za sąsiednimi drzwiami musi ktoś być. Drzwi otworzyły się i jak zwykle zdębiałem na widok urody Angeliki Árvay, przywitaliśmy się z Jánosem i zanim zdążyłem powiedzieć, po co przyjechaliśmy, mieliśmy w kieliszku Sárgamuskotály 2007.

To wino zrobiła Angelika, córka Jánosa – jedna z najbardziej utalentowanych winemakerek na Węgrzech. W samym Tokaju jest przecież jeszcze Sarolta Bárdos (Tokaj Nobilis), w Badacsony – Zsófia Laposa (Bazalt Bor), chyba tylko Eger trzyma straż starego, zmaskulinizowanego porządku świata. Ale dosyć tego westchnienia nad urodą kobiet i wracajmy do naszego muszkatu. To wino będzie się świetnie sprzedawać! To niesłychane, jak zdecydowany ziołowy charakter można pogodzić z niesłychaną łagodnością; – ten muszkat nie ma śladu tego, czego z reguły w muszkatach nie lubimy, czyli nie pyta o wybór między apteką a szafką z przyprawami. Jest szalenie skromny, bardzo długi, nieagresywny. Taki nietokajski… Albo może tokajski, tyle że w stylu modnego Disznókő czy Pajzos. Niesie więcej kontemplacji niż radości.

Dziwiłby się ktoś, że w ten sposób opisuję wino młodziutkie. Ale kto zna wina Árvaya, kto raz był w jego piwnicy, wie, że można tak opisywać nawet moszcz w kadziach, nie mówiąc o zawartości beczek. Árvay ostro selekcjonuje grona i każde wino ma mocny charakter poszczególnych dűlő (pojedynczych winnic), z których zebrano owoce. Ponadto dobrze znam ofertę Árvaya, więc poprosiłem Angelikę o przegląd nowych win ze szczególnym uwzględnieniem furmintów. Tych, których jeszcze nie piłem.

W pierwszym kieliszku był Furmint Szt. Tamás. Wino świeżo zabutelkowane, jeszcze bez etykiety, do sprzedaży trafi na początku sierpnia. Rewelacja! Skończone, wycelowane, nieprawdopodobnie jak na furmint subtelne, a jednak z tokajską zadziornością złagodzoną owocową słodyczą; furmintowe zioła głęboko w cieniu, ale bardzo wyraźne. Niezwykle łatwy w piciu, aż prosi się o to, by podać do niego coś do jedzenia – i jestem pewien, że niemal każda potrawa ukazałaby go w innym świetle. A ja prosty kmieć z Puszczy Solskiej pomyślałem natychmiast o lángos z serem, czosnkiem, śmietaną i gdzieś tam zamarzyło mi się kilka kropel oleju lnianego. Może z duszoną rybą? Po tym furmincie byłem już na nogach, spełnił swą podstawową orzeźwiająca funkcję.

Następny w kieliszku był dużo trudniejszy, bardziej kwasowy, mineralny i zamknięty Kövesd. Tutaj potrzebujemy czasu, na razie dominuje młoda beczka, choć bardziej w zapachu niż w garbnikach, więc kilka, może kilkanaście lub kilkadziesiąt miesięcy będzie potrzebnych, by wino spełniło pokładane w nim nadzieję. Ale to decyzja Jánosa.


fot. Gotfryd

Wreszcie nowy rocznik Istenhegy, ulubionego wina Jánosa Árvaya. Z kieliszka zaatakowały oszałamiające zapachy owoców – pachniało wrześniowym sadem, pełnym brzoskwiń, gruszek, jabłek, śliw i słońca, przede wszystkim słońca. W smaku natomiast… furmint zaczął opowiadać o majowych kwiatach. Młodziutkie wino, absolutny brak harmonii, potrzebuje jeszcze czasu i równowagi ale przypomina najlepsze furminty Szepsy’ego. Czyli rośnie nam uwodzicielskie, potężne wino, kolejny krok w drodze do doskonałości wytrawnych win tokajskich. Kto wie, czy właśnie z tego dűlő nie powstanie w przyszłości Najlepsze Biało Wino Świata. Wino z marzeń Józsefa Simona – jednocześnie zachwycające i pijalne łatwo, gaszące pragnienie jak źródlana woda.

Od Jánosa Árvaya wyszedłem z jedynym furmintem dostępnym w sprzedaży – Istenhegy 2006. W odróżnieniu od swojego następcy jest to wino półwytrawne. Zawiozłem butelkę do Krzeszowa nad Sanem. Popatrzyłem na rzekę, połaziłem po sadach i usiedliśmy z kumplem pod orzechem, przy stoliku, na świeżym powietrzu. Lipcowy dzień, siódma, może ósma wieczorem. Butelka schłodziła się może odrobinę bardziej niż bym chciał, ale nie zamknęła tego wina. Pierwsze, co poczułem, to słońce i miód, najpierw cięższe aromaty. Zaraz potem z kieliszka zaczęło się wydobywać to wszystko, o czym pisze János w swoich opisach: brzoskwinie, sorbet pomarańczowy, waniliowe lody i diabli wiedzą co jeszcze. Chłód nie pozwalał na zdominowanie smaku przez cukier (10 g/l), ale przecież mieliśmy świadomość, że to wino można traktować jak samodzielny deser. Piło się je nadspodziewanie łatwo. Tak łatwo, że gama ziół i goryczy nie zdążyła się uwolnić przed końcem butelki. Życie było piękne i wszystko w nim było jak należy.

Drugie podejście do Istenhegy wykonałem w nieco innych okolicznościach. Wieczór, dobrzy znajomi, z piekarnika właśnie wyszedł pstrąg dobrze zamoczony w świetnej oliwie i poprószony laskowymi orzechami. Wino miało tym razem koło 11ºC. Bukiet może mniej efektowny, ale dostojny, uszlachetniał rybę; prawdę mówiąc był on bowiem jedyną poza solą jej przyprawą. Piło się go świetnie: i ryba, i furmint nabrały cech kontemplacyjnych. I co się działo później? Potem ryba się skończyła a furmint… nie pozwolił nikomu zająć się rozmową czy nie daj Boże oglądaniem telewizji. On wymaga całej uwagi. Inaczej mści się ostrymi ziołowymi posmakami, wyrywa z zagapienia, zamyślenia, rozkojarzenia. Jest zbyt intensywny, by pić go machinalnie. Dopiero przy pełnej koncentracji odwdzięcza się przyjemnością, prowadzi po różnych smakach, pokazuje, jak wiele może się dziać w każdym kolejnym kieliszku. Ot, życie w czystej postaci: nigdy nie zrozumiem, skąd bierze się tyle samobójstw na Węgrzech. Owszem, są rozmaite owoce, wanilia i cały ten uwodzicielski kram wina ze stalowej kadzi, ale oprócz tej doskonałej formy jest treść, jakaś opowieść, która każe sięgać po kolejne butelki.

I tak mi nie uwierzycie, ale dopiero dzisiaj, gdy to pisałem, przeczytałem na stronie Jánosa krótką notatkę o tym winie. IX. National Pannon Wine Competition; GRAND PRIX, TOP WINE, BEST DRY WHITE WINE, CHAMPION PRIZE (2008).

Od Redakcji: Zbyszek jak to Zbyszek. Pojawił się i znikł. Pewnie zbiera kanie gdzieś między Rzeszowem a Mád, a może przesiaduje w nocnym barze w Svidníku w oczekiwaniu na pierwszą ciężarówkę o świcie, która zawiezie go w stronę Egeru albo na targ w Abaújszántó, gdzie kupi kawałek mangalicy. Nie wiemy niestety, co stało się z biednym Hasanem z Józefowa. Pewnie umarł z głodu – i tej wersji będziemy się trzymać, znając afekt Zbyszka do Angeliki Árvay i furmintów jej ojca. Aco do nagrody dla Istenhegy, przyłożyliśmy do niej rękę, sędziując w majowym konkursie w Pannonhalmie.

Tekst ukazał się w numerze 35 (5/2008)

Zdjęcia (2)

Warto przeczytać

Artykuł
Wokół węgierskiego morza

Przez dekady Balaton kojarzył się z socjalistycznym modelem wczasów pracowniczych. Miał też swoją nieoficjalną legendę  jako miejsce spotkań rozdzielonych rodzin z NRD i RFN, które nad węgierskim morzem mogły spędzać wspólne (a dla Wessie także tanie) wakacje. Kojarzył się też z kąpielami w ciepłej wodzie, która nigdy nie chciała zrobić się głęboka, z... więcej »

Artykuł
Burgundia/Chablis - Chablis na przyszłość

Gilles i Romain Collet | fot. Domaine Collet Chablis pijemy w Polsce mało, bardzo mało. Ulegliśmy czarowi innych białych win, zapominając, gdzie leżą prawdziwe konfitury. A te są raptem 180 kilometrów od Paryża. Chablis to jedno ma przynajmniej z nami szczęście, że jego nazwa jest jako tako rozpoznawana nawet w kręgach niekoneserskich. Gdy upadł komunizm i nasz rynek zaczął... więcej »

Artykuł
Dossier Górnej Adygi

Tomasz Prange-Barczyński Apelacje Górnej Adygi DOC alto adige (südtirol): podstawowa i najszersza apelacja w Górnej Adydze, obejmująca cały obszar produkcji winogron w prowincji. Jej nazwa może występować na etykiecie samodzielnie, ze wskazaniem koloru wina, użytej odmiany winogron albo podstrefy. Bianco: w białym kupażu z Alto Adige trzy czwarte mieszanki muszą... więcej »

Artykuł
Dossier Trydentu

Tomasz Prange-Barczyński Apelacje Trydentu DOC trentino Szeroka apelacja na terytorium 72 gmin autonomicznej prowincji Trydent. Wina Trentino Bianco mogą być kupażami chardonnay i pinot bianco (co najmniej 80 proc.) oraz sauvignon blanc, müller-thurgau i incrocio manzoni 6.0.13 (krzyżówka rieslinga z pinot bianco). Wyróżnia się też białe kupaże dwuodmianowe z chardonnay... więcej »

Artykuł
Gavi. Teoria względności

Po raz pierwszy mogłem doświadczyć Gavi in situ, u samych producentów. Zaledwie kilka godzin spędzone w dwóch posiadłościach nie dały mi jeszcze ostatecznej odpowiedzi, co o tych winach sądzić, ale było to niewątpliwie inspirujące przeżycie. Przyznaję, że przedtem nie wyrobiłem sobie o winach z Gavi właściwie żadnego zdania, choć podczas kilku wizyt w Piemoncie... więcej »

Artykuł
Saale-Unstrut. Wymazywanie blizny

Weingut Pawis | fot. TPB Tomasz Prange-Barczyński Freyburg – ten przez „y”, leżący ledwie kilkadziesiąt łatwych do pokonania autostradą kilometrów od Lipska, a więc nie więcej niż dwie godziny od granicy z Polską – ma w swojej atmosferze coś ze starej NRD. Przy okazji jest też głównym ośrodkiem regionu winiarskiego Saale-Unstrut (pol. Soława-Unstruta)... więcej »

Komentarze (4)

{nieznany}Dodane: 14.01.2009

Niestety Janos Arvay właśnie wyprowadza się z budynku kasyna, będzie powoli zapełniał winem piwnice swojej teściowej w miejscowości Ratka. Na szczęście Istenhegy zostało w jego posiadaniu. Dobrych furmintów w nowym roku życzę.

Odpowiedz
GabrielDodane: 5.09.2010

Odwiedziłem państwa Arvay w Ratka tydzień temu. Po rozstaniu z Sauską prowadzą firmę rodzinną. Uprawiają około 20 ha. W ciągu miesiąca mają otworzyć w Ratka nową siedzibę, z salą degustacyjną. Sprzedają aktualnie wina z 2009 roku z nową etykietą ?Arvay? oraz te sprzed roku 2000. (Wina Hetfurtos zostały w rękach Sauski.) Prowadzą stronę internetową www.arvay.eu. Swoje wina tworzą już i sprzedają pod rodzinną etykietą także dzieci Janosa Arvaya ? nie tylko Angelika ale i syn Szabolcs.

Odpowiedz
GabrielDodane: 24.11.2010

"Wina Hetfurtos zostały w rękach Sauski"... i są obecnie sprzedawane pod etykietą "Sauska". :/

Odpowiedz
ReboDodane: 25.11.2010

Wytwórnia Sauski w Villany wygląda jak laboratorium NASA, ale wina tam wytwarzane, delikatnie mówiąc,dalekie są od doskonałości i to pomimo zatrudniania flying winemakers z Toskanii i Kalifornii. Po tym doświadczeniu jestem pełen obaw co dalszych losów win z Tokaju sygnowanych tym nazwiskiem.

Odpowiedz




Kalendarium imprez
27.10

Pt

Stilnovisti XII Grand Prix Magazynu Wino 2017

Tor Wyścigów Konnych Służewiec w Warszawie, Trybuna C

Do góry

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER


Ta strona korzysta z ciastek - małych plików tekstowych przechowywanych na komputerze użytkownika - celem ułatwienia korzystania z serwisu poprzez zapisywanie informacji o takich akcjach użytkowników jak np zalogowanie. Aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj »

ZAMKNIJ