6.3.2014 Ewa Wieleżyńska ,

Piękność jutra

Chodzi mi ten temat po głowie od jakiegoś czasu, choć tzw. krytykowi na stanowisku nie jest łatwo go ugryźć. Bo to święta krowa winopisarstwa, spiritus movens koneserskich tyrad. Myślę o hecy, jaką robimy wokół roczników. Nie tyle wokół różnic między nimi, które na szczęście w wielu rejonach świata istnieją, choć pewnie będą się zmniejszać (w takim Barolo i Barbaresco na przykład w tym roku wszedł nowy przepis dopuszczający w wypadku suszy irygację), lecz wokół ich ogólnej oceny, która bierze pod uwagę domniemany potencjał starzenia i napędza winiarskie kolekcje.

Biorę, rzecz jasna, pod uwagę, że ów tekst może wynikać z mojej słabości i ślepej plamki; przyznaję – nie mam pamięci do roczników. Owszem, jakaś wiedza po latach pisania o winie do mojej zakutej pały się wsączyła – pamiętam, że 2003 był w Europie nieprawdopodobnie gorący, że 1982 to bordoska legenda, że od wspaniałego 1996 zaczęła się szczęśliwa passa w Barolo... Jeszcze parę rzeczy pamiętam, ale generalnie nie pamiętam i jeśli przy zakupach mam się kierować rocznikiem, to muszę zaglądać do ściągawki. A moi koledzy po fachu nie muszą. Nie, poza tym nie mają lepszej pamięci ode mnie, choć w tym przypadku musicie mi uwierzyć na słowo. Master of Wine Liz Thach przeprowadziła niedawno badania dotyczące różnic między kosumentami wina płci męskiej a żeńskiej. Okazało się, że preferencje smakowe kobiet i mężczyzn są bardzo podobne, nie różnią się też ich motywacje: piją, bo lubią, bo wino odpręża, bo jedzenie ma lepszy smak... Są jednak pewne różnice.

Kobiety bardzo rzadko piją same. Mniej też wydają na wino. I nie zwracają uwagi na punktacje, marki, roczniki, które są ważne dla mężczyzn. Mężczyźni przyznają, że lubią swoją wiedzą o winie wzbudzać podziw; kobiety lubią dzielić się winem z przyjaciółmi. Kobiety kupują z dnia na dzień, mężczyźni kolekcjonują.

Mike Steinberger napisał kiedyś zabawny tekst o tym, do jakich sztuczek muszą się posuwać kolekcjonerzy, by trzymać w nieświadomości swoje drugie połowy – było tam o schowku w biurze, do którego przypadkiem trafiła żona, gdy szukała toalety, było o osobnych kartach do zakupu win, było o mruganiu okiem do sprzedawcy, który w obecności małżonki udawał, że wino kosztuje o kilka zer mniej... Krótko mówiąc, było o prawdziwej namiętności, która na szali stawia małżeństwo. Sam Steinberger różnice płciowe podsumował tak oto, że jego żona (redaktor szanowanego pisma kulinarnego) patrzy na zakup wina w kategoriach opportunity cost, podczas gdy on sam myśli o nabyciu nowej butelki w kategorii opportunity lost (jeśli butelki nie posiądzie, może później żałować).

Zdarzają się jednak przypadki, gdy ktoś żałuje żmudnych lat wyrzeczeń spędzonych na budowaniu kolekcji. Matt Kramer napisał kilka miesięcy temu w Wine Spectator, że przez lata pielęgnował marzenie, by mieć piwnicę wypełnioną winami i oddawał się fantazjowaniu o przyszłej doskonałości każdej zakupionej butelki. Tyle tylko, że gdy piwnica była już pełna, zmienił się sam Matt. Po pierwsze, uznał że wyobrażona piękność rzadko staje na wysokości zadania. Po drugie, stwierdził że inne są współczesne wina. Nawet bestie z natury długowieczne – barolo, bordeaux, brunello – nie potrzebują tak długiego starzenia, jak to kiedyś bywało. Zielone zbiory, późniejsze winobranie, lepsze opanowanie techniki – wszystko to powoduje, że wina są wcześniej gotowe do picia; najlepsze potrzebują jedynie 10 lat dojrzewania. Reszta jest kwestią transformacji, przejścia na drugą stronę mocy, w obszar, gdzie wszystkie wina stają się podobne. Co więcej, pisał Kramer, współczesny konsument wcale nie lubi win starych. Zmieniła się nasza kuchnia, zmienił się nasz smak, jemy lżej, prościej, wystrzegamy się sosów – do kalafiora z oliwą pasuje zupełnie inne wino niż do kalafiora pod beszamelem. Kramer nie dotknął w swoim tekście jeszcze jednego problemu, o którym ostatnio jest głośno. Denis Dubourdieu wskazuje, że dzisiejsze wina nie będą się starzały tak dobrze jak ich przodkowie. Późne zbiory, a co za tym idzie niska kwasowość gron, oraz wysokie pH w połączeniu z coraz niższymi dawkami SO₂ powodują przyspieszoną oksydację win i rozwój cząsteczek odpowiadających za aromaty, które utożsamiamy z ewolucją.

Przypomina mi się w tym miejscu moje ulubione opowiadanie Henry’ego Jamesa „Madonna przyszłościˮ . Bohaterem tego opowiadania jest malarz, całe życie przygotowujący się do stworzenia arcydzieła. – Wielka sztuka – jak powiada – wymaga odosobnienia, czasu, tajemnicy. – Tak więc nie próżnuje: kolekcjonuje bodźce, które do ukończenia owego dzieła mają go przybliżyć. Obraz, który pragnie namalować, ma przedstawiać Madonnę z dzieciątkiem, a inspiracją do niego jest pewna florencka piękność imieniem Serafina. Mijają lata, malarz się przygotowuje. Pewnego dnia zaprasza narratora opowiadania, by odwiedził z nim Serafinę. Najpiękniejsza kobieta Włoch okazuje się nie tylko zdradzać tępą ociężałość umysłu, ale jest również tęga i pospolita, poza tym się zestarzała: ze śladów dawnej bujności nic nie pozostało. Kiedy narrator wyjawia malarzowi: – Przyjacielu za długo zwlekałeś. Jest już stara. Za stara na dziewiczą matkę. – Nasz bohater próbuje się bronić: – W końcu jest to kobieta, która sprawiła, że dwadzieścia lat przemknęło jak jeden rok. – Ale niecałe dwa tygodnie później, wpatrując się w puste poszarzałe płótno, umiera.

 

Zdjęcia (1)

Warto przeczytać

Artykuł
Aksamitne Usta

Facet spodobał mi się już w drzwiach. Ciepły i zdystansowany zarazem, uraczył nas na przywitanie ironicznym żartem – byliśmy spóźnieni ponad godzinę. Nie wyglądał i nie zachowywał się jak Portugalczyk, był w nim nowojorsko-skandynawski luz i coś jak melancholia młodego Woody Allena. Po chwili miało się okazać, że António Mendes Lopes spędził trzydzieści lat swojego... więcej »

Artykuł
Więcej wina!

Ewa Wieleżyńska Nie ma rady, gender sięgnął w końcu po wino. Rzecz nie w tym, że niesłusznie – wszak jak wiele innych dziedzin, branża winiarska zdominowana jest przez mężczyzn. Problem w tym, że większość językowych prób wyrwania wina z kulturowych stereotypów, na ogół stereotypy te utrwala. Minęły czasy, kiedy kobiet w winiarstwie nie było, a szczytne wyjątki... więcej »

Artykuł
Vignon? Merci non

Parę lat temu świat obiegła sensacyjna wiadomość, że mylili się Platon i Arystoteles, a my ślepo im ufając, żyliśmy w złudnym świecie czterech smaków. Sprawę co prawda przeczuwał Brillat-Savarin, a w ślad za nim legendarny szef kuchni Auguste Escoffier, ale nikt innowacyjności ich podejścia nie doceniał. W 1908 roku dr Kikunae Ikeda z Uniwersytetu Tokijskiego zidentyfikował piąty... więcej »

Artykuł
Szczęśliwi czasu nie liczą

Ewa Wieleżyńska W jednej ze swoich powieści Michel Houellebecq napisał, że „mamy istną obsesję na punkcie zdrowia i higieny; a nie są to doprawdy warunki idealne do uprawiania miłości”. Obsesja ta nie sprzyja wielu dziedzinom życia, również kulturze wina. Parę miesięcy temu francuskie Ministerstwo Zdrowia opublikowało broszurę, z której wynika, że najbardziej... więcej »

Artykuł

  Ostatnio w winiarskiej prasie rozgorzała dyskusja, czy krytyk winiarski to gatunek zagrożony wyginięciem. W czasie kiedy Jancis Robinson cierpliwie stukała w klawisze, niżąc finezyjne nitki słów poświęconych temu tematowi i jeszcze nie skończyła, Gary Vaynerchuk zdążył nakręcić kilka odcinków swojego internetowego show zatytułowanego: „Wine Library”.... więcej »

Artykuł
Wypijmy za kicz!

Nie będę pisać o tym, że Walentynki są debilne, choć oczywiście są, ani też nie będę Wam polecać na tę okoliczność pełnych ciała zinfandlów, zmysłowych różowych szampanów czy wpisujących się w ów świąteczny klimat swoją nazwą Saint-Amour, Les Amoureuses lub najbardziej walentynkowej etykiety, jaką jest Château Calon-Ségur. Choć oczywiście... więcej »

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Kalendarium imprez
Do góry

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER


Ta strona korzysta z ciastek - małych plików tekstowych przechowywanych na komputerze użytkownika - celem ułatwienia korzystania z serwisu poprzez zapisywanie informacji o takich akcjach użytkowników jak np zalogowanie. Aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj »

ZAMKNIJ