31.8.2016 Marek Bieńczyk ,

Nieśmiertelność piszę

Winne strony Marka Kondrata (winne, w inne, można czytać to na różne sposoby i każdy jest dobry) proszą się o dłuższą recenzję, lecz mnie pisać o książce nie wypada [robi to natomiastEwa Wieleżyńska na str. XX– przyp. red.] , skoro występuję w niej parokrotnie, i to w podbramkowych sytuacjach, jak trzęsienie ziemi w Chile czy zamawianie wina pod surowym wzrokiem paryskiego sommeliera. Mógłbym co najwyżej opowiedzieć jeszcze parę niewspomnianych przez Marka anegdotek ze wspólnych podróży albo z warszawskich nasiadówek. Jedną muszę podzielić się koniecznie, gdyż należy do zbioru tych zdarzeń związanych z winem, które tworzą panteon wspomnień. Na równi, a właściwie bardziej niż degustacja Haut-Brion 1989 (być może wino życia) czy podobnych flaszeczek.

Anegdotka jest krótka, na 300 wersów. Bo tyle liczy Wielka Improwizacja. Pióra Adama Mickiewicza. O czym na wszelki wypadek przypominam ‒ co prawda udowodniono, że wino dobrze robi na krążenie, lecz nie ma dowodów, że dobrze robi na pamięć. Pardon, jest jeden dowód, Kondrat Marek. Skoro nie pomylił się podczas recytacji ani razu. A było to tak. Wyszliśmy z pokojów o piątej i spotkaliśmy się na brzegu hotelowego basenu. Słońce już się lekko zniżało, basen był pusty, butelki były pełne. Stały na stoliku i czekały. No to usiedliśmy, były też panie i pan od pani (jednej). Panie nie piły, my już prawie wypiliśmy, szybko poszło. Nic dziwnego, skoro było to pinot noir. Marek lubi pinot noir bardziej niż cokolwiek, ja lubię pinot noir bardziej niż kogokolwiek.

Ale to za mało informacji. Kolejna jest taka, że to było bardzo dobre pinot noir. Nazywało się Ata Rangi i od pewnego czasu jest importowane do Polski. Niech importer szykuje skrzynkę dla Marka (któregokolwiek), bo nikt takiego nie złożył hołdu Ata Rangi jak Kondrat M., aktor. Wino było pyszne i pod wpływem tej pyszności, jak to często w życiu bywa, zachciało się jakiegoś odlotu. Wyrazić siebie jakoś inaczej, pełniej. Pokazać, że ja to coś bardziej niż ja. Śpiewać nie umiem, pływam słabo, dowcipy opowiadam kiepsko, lewitacja mi nie wychodzi, kobiet publicznie nie dotykam, mężczyznom w mordę nie daję, nie umiałem swego „ja” jakoś inaczej, fajniej zaprezentować. Na szczęście inni umieli. Albowiem w owej chwili, ni stąd ni zowąd, rozległ się głos Gustawa Holoubka. Co prawda nie pojechał z nami do Nowej Zelandii, ale co tam, był tu i coś mówił. Zaczął tak: Samotność – cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi? A potem było tak: Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę. I zakończył tak: Ten głos, który z pokolenia pójdzie w pokolenia....

Przecierałem oczy ze zdumienia. Przecież byłem nad basenem, a nie w kinie na filmie Tadeusza Konwickiego, przecież patrzyłem na zachodzące słońce, a nie na ulice Wilna, przecież miałem przed sobą mordę żywą, a nie ducha z zaświatów. Jak nie wielbić pinot noir, nawet nowozelandzkiego! Skoro pod jego dobroczynnym wpływem Kondrat Marek wyrecytował głosem Gustawa Holoubka Wielką Improwizację dokładnie tak, jak sam mistrz Holoubek zrobił to w „Lawie”. To była nadzwyczajna podróż, w tę i we w tę. W tę, na antypody, na drugi koniec świata po wino, którego działanie zawróci nas we w tę, w samo serce ojczyzny. Jakby ktoś rzekł: teza, antyteza, synteza. Dialektyczna trójca. Niedobrze, że dialektyczna, ale przynajmniej dobrze, że trójca, cenzura puści.

Piszę te słowa w barze Antosi i Marka, krakowskim Barawino; też nie mogę skreślić jego recenzji, bo po pierwsze ‒ to przyjaciele, po drugie ‒ nazwa została wykoncypowana w kręgach zbliżonych do moich. Ale pomyślałem, że skoro już Marka wspomniałem, to złożę mu przyjacielski najgłębszy ukłon. Nie wymienię wszystkich powodów, choćby tego, co dla popularyzacji wina w Polsce od lat blisko dwudziestu zrobił człowiek ów. Nie o tym dzisiaj; chodzi o Bodzia. Bo rzecz w tym, że autor kończy swoją książkę wzruszającym wspomnieniem o swoim umiłowanym piesku imieniem Bodzio. Piesku, bo nie wyglądał na doga. Raczej na antydoga. Ze czterdzieści lat temu taki przebój leciał w radiu: Me and you and dog named Boo. Przypomniało mi się, bo to jakby podobnie. Ja, ty i Bodzio. On, ona i Bodzio, dokładniej rzecz biorąc. Bodzio nigdy nie był na żadnej winnicy, nie sikał pod krzakiem merlota, nie spał pod krzakiem malbeka. Na Warmii mieszkał, gdzie środowisko, od psów poczynając na ludziach kończąc, z winem ma styczność niewielką, a jak ma, to z tym, co wiecie. No ale wlazł do książki Marka na swoich wariackich papierach. Miał je mocne, więc zostanie już na zawsze wśród słów o kieliszkach i winnicach.  

Nie wszyscy czytelnicy może zrozumieją, dlaczego w książce o winie jest mowa o psie, który nie pije. Ale inni zrozumieją, gdyż wiedzą mniej więcej, po co jest wino. Żeby kochać bardziej.

Tyle win trafia nam przez żywot nasz do buzi, tyle butelek, nieraz wielkich. Ale jeśli nie odsyłają nas do niczego innego poza nimi samymi, przemykają przez nasze usta jak armia Pigmejów – niezauważenie.

Zdjęcia (0)

Warto przeczytać

Artykuł
Tydzień Trzech Króli

Znacie pewnie ten dowcip, więc posłuchajcie: w Central Parku kloszard ćmi na ławce skręta. Nagle widzi przed sobą nieznajomego mężczyznę, z długimi włosami, w tunice. Kloszard podaje mu skręta; nieznajamy zaciąga się głęboko kilka razy. – Kim jesteś? – pyta kloszard – Jestem Jezus z Nazaretu – odpowiada nieznajomy. Kloszard strzela z radości palcami: - I o to... więcej »

Artykuł
Terroir w muzyce

Szukanie bezpośrednich analogii między winem i muzyką jest zadaniem dość karkołomnym. Gdy jednak w ciepły czerwcowy wieczór wychodziłem z Sali Kongresowej, byłem pewien, że taką analogię znalazłem. Dziś, po namyśle może nieco mniej do niej przekonany, dzielę się nią z Czytelnikami, zwłaszcza tymi, którzy prócz picia wina słuchają czasem jazzu, bo głównie... więcej »

Artykuł
Plugawa pieśń psychiatry

Pisząc niegdyś felietony o winach dla pism niespecjalistycznych i szukając innych tematów niż mikroutlenianie czy odwrotna osmoza, zawsze jak na deskę ratunku wskakiwałem na wiersze mówiące o winie. Tu jeden poeta bąknął coś o węgrzynie, tam drugi wspomniał burgunda i felieton miałem jak w banku. Rzadko zdarzał się wybitny wiersz z winem w środku – niewątpliwe... więcej »

Artykuł
Droga, którą idę

Marek Bieńczyk To nie będzie kolejny tekst kombatancki, wprost przeciwnie, lecz zacznę od wspomnień. Otóż degustując ostatnio pewną butelkę, które skończyła swe dzieje w zlewie (było nas ośmiu i każdy wylał swój kieliszek), uprzytomniłem sobie nie bez lekkiego zażenowania, że jeszcze nie tak dawno temu pewnie bym brnął i wypił nalaną mi porcję. Pamiętam doskonale... więcej »

Artykuł
Wino i muzyka

Już kilka osób pytało mnie, dlaczego nie napisałem jeszcze o opublikowanych kilka miesięcy temu wynikach zamówionych przez chilijskiego producenta Aurelio Montesa badań dotyczących wpływu słuchanej podczas degustacji muzyki na percepcję wina. Aurelio Montes, który baryłkom dojrzewającego w piwnicy wina gra chorały gregoriańskie, chciał się dowiedzieć, czy da się... więcej »

Artykuł
Nasze mineralne ego

We wspomnianej ostatnim razem książce Nossitera Władza i smak autor opisuje swą wizytę Chez Rabelais, czyli U Rabelais’ego. To nazwa niewielkiego sklepu z winami w V dzielnicy Paryża. Jego właściciel, Laurent, napisał do Nossitera po obejrzeniu Mondovino list z wyrazami solidarności. Nossiter z Laurentem, który ma względnie niewielką, albo bardzo dobraną selekcję win,... więcej »

Komentarze (0)

Brak komentarzy





Kalendarium imprez
26.06

Pn

Festiwal Win Niemieckich

Restauracja Villa Foksal, ul. Foksal 3/5, Warszawa

27.10

Pt

Stilnovisti XII Grand Prix Magazynu Wino 2017

Tor Wyścigów Konnych Służew w Warszawie, Trybuna C

Do góry

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER


Ta strona korzysta z ciastek - małych plików tekstowych przechowywanych na komputerze użytkownika - celem ułatwienia korzystania z serwisu poprzez zapisywanie informacji o takich akcjach użytkowników jak np zalogowanie. Aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj »

ZAMKNIJ