Wino a zdrowie. Francuski paradoks


fot. TPB

Francuzi perfekcyjnie posiedli umiejętność odkrywania różnych rzeczy w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu. Stąd nie może być mowy o żadnym paradoksie w odniesieniu do faktu, że „paradoks francuski” odkryli Francuzi.

Na paradoks może zakrawać jedynie to, że o swoim odkryciu donieśli światu w Stanach Zjednoczonych, kraju, który nie uznaje żadnych paradoksów. Stało się to w roku 1991 za sprawą popularnego magazynu telewizyjnego 60 Minutes stacji CBS News, w którym wyemitowano reportaż zatytułowany wprost French Paradox. Od czasu słynnej paniki, którą wywołała radiowa emisja słuchowiska na motywach Wojny Światów Herberta Georga Wellsa, Amerykanie jak ognia unikali podawania droga medialną informacji niewiarygodnych wyglądających na wiarygodne. I trudno się dziwić, skoro w nowoczesnym społeczeństwie, a za takie niewątpliwie trzeba uznać społeczeństwo amerykańskie, wiarygodność jest prostą funkcją obecności w eterze lub na szklanym ekranie. Tym razem zdecydowali się zaryzykować, i aż dziw, że nie odnotowano poważniejszych incydentów w sklepach ze spirytualiami. Cóż bowiem się okazało? Że przeciętny Brown albo Smith, nie musi martwić się przesadnie o stan swojego serca, niczego nie zmieniając w swoich, delikatnie mówiąc, mało higienicznych nawykach żywieniowych i ruchowych. Jeśli podczas wieczornego seansu przed telewizorem na stoliku obok nieodłącznych: big maca, popcornu, chipsów i kilkunastu butelek coca-coli postawi odkorkowaną butelkę czerwonego wina i w dodatku uda mu się przełknąć parę łyków nie odrywając wzroku od swojej ukochanej drużyny futbolowej lub basketbolowej, to z dużym prawdopodobieństwem uniknie kosztownej kuracji na starość i częstych wizyt u kardiologa. Po prostu dłużej pożyje, choć nie ma żadnej gwarancji, że i tak na spacery z psem po parku będzie musiał być wynoszony przez uchylny dach na specjalnej platformie.

Wtedy jeszcze, na początku lat dziewięćdziesiątych, wyglądało na to, że dane epidemiologiczne nie pozostawiają cienia wątpliwości. Francuzi posiadając porównywalne z innymi krajami o wysokiej stopie konsumpcji (Wielka Brytania, USA) wskaźniki w zakresie naukowo dowiedzionych czynników ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego, mieli obniżoną śmiertelność w wyniku arteriosklerozy naczyń wieńcowych serca od 10 do nawet 40 proc. W porównaniu z Wlk. Brytanią w roku 1992 wskaźniki umieralności w tym zakresie były u mężczyzn jak 1:4 a u kobiet jak 1:6 podczas gdy liczba wypalanych papierosów w tych krajach w latach 1985-1990 była praktycznie równa (odpowiednio 6,4 i 6,5 papierosa/dzień/osobę dorosłą). Porównywalne było też spożycie tłuszczów zwierzęcych przy nieznacznej różnicy w spożyciu owoców i warzyw na korzyść Francuzów (ok. 10 proc.). Jedyną istotną różnicą było spożycie napojów alkoholowych, które w przeliczeniu na czysty etanol wypijany rocznie dawało średnio proporcję 15,5 : 6 litra/osobę.

Czerwone czy białe?

Tak rozpoczęła się jedna z ciekawszych dysput naukowych przełomu wieków. Spojrzano na wino jako na płyn o znaczeniu biologicznym i nadano poznawaniu jego tajników rangę badań naukowych. Bez względu na to jak zajadle podważano by dzisiaj wysunięte wtedy merytoryczne podstawy nieoczekiwanych spostrzeżeń, nie da się przecenić zdobytej dzięki temu wiedzy o winie, mechanizmach arteriosklerozy, czynnikach sprzyjających i przeciwdziałających temu procesowi.

Czego się dowiedziano? Przede wszystkim tego, że poziom spożycia napojów zawierających alkohol etylowy ma swoje zdrowotne optimum. Zdefiniowano ten poziom jako spożycie umiarkowane i określono w zakresie 20 – 40 g etanolu na dzień. W przeliczeniu na objętość wina daje to ok. 200 – 400 ml. Po przekroczeniu dawki optymalnej gwałtownie wzrasta prawdopodobieństwo uszkodzeń wywołanych przez alkohol. Okazało się, że istotną rolę w ochronnym działaniu wina, zwłaszcza czerwonego, pełnią przeciwutleniacze polifenolowe, wśród których najczęściej wymienia się kwas galusowy, proantocyjanidyny, katechiny, kwercetynę i resweratrol.

To, że czerwone wino jest istną, skondensowaną bombą polifenolową świadczy następujące zestawienie. W przeliczeniu na aktywność antyoksydacyjną związaną z zawartością polifenoli, 1 kieliszek czerwonego wina (ok.150 ml) odpowiada 12 kieliszkom wina białego, 2 filiżankom herbaty, 5 jabłkom, 5 porcjom (ok.100g) cebuli, 3,5 szklankom soku z czarnej porzeczki, 0,5 litra piwa, 7 szklankom soku pomarańczowego lub 20 szklankom soku z jabłek. Zarówno dla wina jak i dla pojedynczych składników polifenolowych w rozmaitych badaniach wykazano szereg prozdrowotnych właściwości, zwłaszcza w zakresie przeciwdziałania zmianom miażdżycowym. Podkreśla się przede wszystkim przeciwdziałanie utlenianiu lipoproteinowej frakcji LDL, co ostatecznie prowadzi do zainicjowania i formowania się tzw. blaszki miażdżycowej zamykającej z czasem światło naczynia.

Zawarty w winie alkohol skutecznie przyczynia się do prawidłowej regulacji poziomu cholesterolu, stymulując wzrost stężenia we krwi innej frakcji lipoproteinowej – HDL. Dzięki temu cholesterol nie odkłada się w rejonach narażonych na powstawanie śmiercionośnych czopów. Współdziałanie alkoholu i polifenoli odzwierciedla poprawa parametrów dynamicznych śródbłonka wyścielającego naczynia krwionośne od wewnątrz. To właśnie jego degeneracja pod wpływem różnorodnych czynników środowiskowych (nieprawidłowa dieta, palenie papierosów, nadciśnienie tętnicze, otyłość, brak ruchu itp.) odpowiada za tak częste problemy z sercem we współczesnej populacji. Zmniejszenie napięcia komórek mięśniowych śródbłonka, a przez to zmniejszenie narażenia na uszkodzenie, zależy między innymi od stężenia tlenku azotu (NO). Jego produkcję nasila alkohol etylowy a polifenole zapobiegają nadmiernemu utlenianiu tej wszędobylskiej skądinąd cząsteczki. Prawda, że proste?

Tabletki szczęścia

Francuski paradoks

Wbrew pozorom French paradox nie był i nie jest udziałem wszystkich Francuzów. Mieszkańcy leżącego na północy Lille zapadają na choroby krążenia dwukrotnie częściej niż mieszkańcy Tuluzy. To właśnie Południowy-Zachód jest bastionem „francuskiego paradoksu”. Przyczyn jest kilka. Lokalne wina (cahors, côtes-de-saint-mont, irouléguy, madiran) są bogate w taniny. Zamiast tłuszczu wołowego i wieprzowego używa się tam częściej tłuszczy kaczych i gęsich, a te zawierają zdecydowanie mniej cholesterolu. Z pozoru ciężka kuchnia Sud-Oestu jest zatem po prostu zdrowsza. Do tego dochodzi właściwe już wszystkim krajom śródziemnomorskim większe spożycie bogatej w przeciwutleniacze oliwy z oliwek, ryb pełnych nienasyconych kwasów tłuszczowych Omega 3, owoców i warzyw.
(żródło: “Qu’est-ce que le French paradox?” Pierre Casamayor)

I tak na półkach aptek pojawiły się preparaty winopochodne. Czy są to poszukiwane od wieków tabletki szczęścia i długowieczności? Sądząc z informacji zamieszczanych w dołączanych ulotkach – trudno mieć wątpliwości. Oprócz wspomnianego działania przeciwmiażdżycowego, skondensowane ekstrakty winne mają być panaceum na choroby nowotworowe, na stany zapalne, na żylaki i osłabienie pamięci. Masz problemy ze wzrokiem albo z prostatą – weź preparat resweratrolu albo kwercetyny pozbawiony całego płynnego balastu, w tym zawsze groźnego etanolu. Wydaje się, że tego typu zachęty, skądinąd całkowicie zgodne z wynikami badań potwierdzającymi wysoki potencjał przeciwutleniający wymienionych związków chemicznych, doskonale antycypują ducha myśli Ludwika Pasteura, że „wino jest napojem higienicznym z natury rzeczy”. A tabletka nie jest higieniczna? Skutecznie wyczyści nie tylko naczynie (krwionośne rzecz jasna), ale i portfel delikwenta, i do tego nie zmąci umysłu. Problem w tym, że zależność nie jest taka prosta: 1 tabletka – 5 lat życia więcej. Gdyby było to prawdą, szybko można byłoby poprawić wyczyn Noego (950 lat życia, od 650 roku nadużywającego wina, Rdz. IX, 20-29). Mimo zachęcających badań z drożdżami kąpanymi w winie w których osiągnięto wydłużenie ich przeżywalności o ok. 70 proc., wciąż trudno ustalić ile wynosi dawka polifenolowego optimum dla człowieka. W dodatku z pewnością nikt nie pogardził by dziś perspektywą 170 lat życia w zdrowiu i w dobrej kondycji. Ale osiągać to racząc się pigułką popijaną wodą...? Wszak w myśl przysłowia „ten Boga zobaczy, kto winem się raczy”.

Z obowiązku odnotujmy zatem tylko, że w Polsce dostępnych jest 8 preparatów zawierających mniej lub bardziej przetworzone składniki Vitis vinifera.

Francuska blaga?

Gwoli uczciwości, trzeba wspomnieć, że entuzjazm wywołany pierwszymi doniesieniami o „francuskim paradoksie” znacznie już dziś przygasł. Wszystkiemu winna statystyka i korelacja. Nie wiadomo dlaczego wyjaśniając paradoksalne dane epidemiologiczne kompletnie zapomniano o zasadniczej kwestii. Arterioskleroza nie jest schorzeniem nagłym, a przewlekłym. Przeciętnie rozwija się na przestrzeni ok. 20 lat. Kiedy przeprowadzono ocenę korelacji umieralności z przyczyn choroby wieńcowej w stosunku do danych z lat 1960-1970, a nie jak zrobiono to początkowo, do czasów współczesnych, okazało się, że wszystko wraca na swoje miejsce. W drugiej połowie lat 1960. Francuzi konsumowali statystycznie znacznie mniej tłuszczów zwierzęcych oraz mieli niższy poziom cholesterolu w stosunku do innych krajów wysokorozwiniętych. W dobie nasilonej globalizacji i unifikacji, i parametry stanowiące podstawę szacowania ryzyka choroby wieńcowej wyrównały się. Ale przypadki zgonów wywołanych np. zawałem serca w latach 90-tych odzwierciedlały stan z czasów Beatlesów i Presleya a nie Spice Girls i Britney Spears.

Sformułowana w 1999 r. na łamach British Medical Journal hipoteza czasowego opóźnienia (ang. time lag hypothesis), znacząco zachwiała „oenolofilną” wiarą w magiczny potencjał Vitis vinifera. Co prawda nikt nie zakwestionował wyników badań biochemicznych, ale wino stało się nie najważniejszym, a tylko jednym z wielu, równorzędnych czynników związanych z tzw. zdrowym stylem życia. Owszem, są i tacy (np. miłośnicy piwa), którzy w hipotezie lag-time otrzymali dodatkowy oręż w kwestionowaniu sensu picia wina w ogóle. Ale tych trudno brać poważnie zgodnie z paradoksalną myślą znanego krakowskiego prześmiewcy Andrzeja. Mleczki: „Inteligencja wymaga kwestionowania wszystkiego. Ale kwestionowanie wszystkiego nie wymaga inteligencji”.

Tekst ukazał się w numerze 32 (2/2008)

Zdjęcia (1)

Warto przeczytać

Artykuł
Oczywiście pijemy na zdrowie

Maciej Gawlik, Agata O!Górka Od Hipokratesa do „francuskiego paradoksu”, czyli krótka historia odkryć prozdrowotnych właściwości wina Wybitny francuski kompozytor Francis Poulenc powiedział kiedyś do przyjaciela: „Przede wszystkim nie analizuj mojej muzyki – kochaj ją!”. Z winem jest podobnie. Jeśli coś może uzasadniać rozbiór zesłanego... więcej »

Artykuł
Nie zawiera siarczynów, ale...

Portugalscy naukowcy z uniwersytetu w Aveiro opracowali metodę produkcji wina, która może zrewolucjonizować przemysł winiarski. Uczeni z Wydziału Chemii tego uniwersytetu twierdzą, że dzięki ich pracy będzie można wytwarzać stabilne białe wina bez dodatku siarczynów, które mogą powodować reakcje alergiczne u konsumentów. Przypomnijmy, że jest możliwe wytwarzanie... więcej »

Artykuł
Zmarł odkrywca ''francuskiego paradoksu''

28 października br. w wieku 84 lat zmarł Serge Renaud, francuski uczony w dużej mierze odpowiedzialny za zwrócenie powszechnej uwagi na korzystne dla zdrowia aspekty umiarkowanej konsumpcji wina. Badania Renauda dotyczyły związków zwyczajów żywieniowych, zwłaszcza diety śródziemnomorskiej, z zapadalnością na różne choroby. To on rozpoczął poważne... więcej »

Artykuł
Resweratrol dyżurny

Dyżurnym bohaterem środków masowego przekazu jest w ostatnich latach resweratrol. Nawet osoby, które nie są zainteresowane wiedzą o winie, na hasło resweratrol od razu włączają się do dyskusji.  Słuchaj, po co te całe naukowe dyskursy na temat wpływu wina na zdrowie? Wystarczy pójść do apteki i kupić sobie kapsułki z resweratrolem. Z taką opinią spotykam... więcej »

Artykuł
Wino płynie przez sieć

Marek Popielski, właściciel 101win.pl z Egonem Müllerem | fot. 101win.pl Dariusz Klimczak Przykład pierwszy: 279 zł tu, 36 euro (ok. 144 zł) tam. Przykład drugi: 294,51 zł tu i 39,60 euro (ok. 160 zł) tam. Czyli o tym, czy opłaca się sprowadzać wino z zachodu przez internet. I dlaczego ta sama butelka kupowana w polskiej sieci nie kosztuje (z reguły) mniej niż w sklepie. Pierwsze... więcej »

Artykuł
Anatomia dębu

Gdy na pytanie o rodzaj użytych beczek słyszymy od producenta odpowiedź „nowe francuskie” lub „roczne amerykańskie”, jesteśmy usatysfakcjonowani, wydaje się nam, że wiemy już wszystko. Czy naprawdę wiemy? Chyba jednak nie. Kiedyś beczka była jedynie wygodnym zbiornikiem do przechowywania wina, dziś jednak odpowiednio użyta jest jednym z najważniejszych narzędzi... więcej »

Komentarze (0)

Brak komentarzy




Kalendarium imprez
09.05

Wt

FENAVIN

Ciudad Real

01.06

Cz

Warsaw Food Expo 2017

Warszawa, Ptak Expo

02.06

Pt

Targi Pyszna Polska

Hala Stulecia, Wrocław

18.06

N

VINEXPO

Bordeaux

Do góry

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER


Ta strona korzysta z ciastek - małych plików tekstowych przechowywanych na komputerze użytkownika - celem ułatwienia korzystania z serwisu poprzez zapisywanie informacji o takich akcjach użytkowników jak np zalogowanie. Aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj »

ZAMKNIJ