22.11.2009 Andrzej Daszkiewicz ,

Dziś prawdziwych klasyków już nie ma

Gdy zastanawiałem się nad tematem tego felietonu, po raz kolejny słuchałem mojego niedawnego nabytku, najnowszej, fantastycznej koncertowej płyty Vana Morrisona Astral Weeks. Live at the Hollywood Bowl. Da się skojarzyć ją z winem?

Można by pójść na łatwiznę i napisać, że Morrison starzeje się jak dobre wino. Jeszcze łatwiejsze byłoby zacytowanie słów piosenki Sweet Thing: „Oh sweet thing with the champagne eyes…”. Spojrzałem jednak na kilka innych płyt, których ostatnio namiętnie słucham: jeszcze ciepły Bob Dylan (Together Through Life), najnowszy Neil Young (Fork in the Road), wciąż świeży Leonard Cohen (Live in London). Tak, klasycy są w świetnej formie. Czy to samo da się powiedzieć o klasycznych winach?

Ale czym właściwie jest klasyczne wino? Chciałem za przykład dać Bordeaux, ale zerknąłem obok, „pod korek” i przeczytałem, że klasycznych Bordeaux już nie ma. Klasycznych, a więc takich jak kiedyś, historycznych, ale jednocześnie wzorcowych i inspirujących. Taki klasycyzm w naturalny sposób wiąże się z tradycją, ale znów zajrzałem obok i u Janusza Walczaka przeczytałem, że z tymi tradycjami też nie jest prosto. O czym tu napisać? Czas mijał, w zgodzie z uświęconą w moim przypadku tradycją minęły już wszystkie terminy oddania tekstu, a ja siedziałem przed pustym monitorem z kompletną pustką w głowie. Nie miałem innego pomysłu na felieton, bardzo chciałem napisać o tych czterech płytach, ale potrzebny był mi pretekst – winny pretekst.

Od biedy mógłbym napisać o wywiadzie, którego nie tak dawno udzielił Cohen i w którym opowiedział o winach, jakie kiedyś pijał. Mowa tam była o jakichś opróżnianych w samotności garderoby butelkach Lafite’a czy Latoura, ale to załatwiłoby tylko Cohena, poza tym morale młodszych Czytelników mogłoby na tym ucierpieć. Vana Morrisona mógłbym opędzić przytoczonym już cytatem, co prawda lepszy byłby szampan w kieliszku, ale zawsze. Dylan jak to Dylan – na pewno napisał coś tak enigmatycznego i nieoczywistego, że i wino dałoby się w tym odnaleźć. Jak jednak rozgryźć Neila Younga? Jakoś nie wyobrażam go sobie z kieliszkiem wina w dłoni, nie pamiętam, by kiedykolwiek o winie śpiewał czy nawet mówił. Prosta, szczera twarz chłopaka z sąsiedztwa, długie, zawsze zmierzwione włosy, przetarte dżinsy, gitara, harmonijka… Gdzie tu miejsce na wyrafinowany smak, na niuanse terroir, na tajemną wiedzę o apelacjach i rocznikach? Neil Young był i wciąż jest głosem zupełnie innego pokolenia – dorastali z nim dzisiejsi sześćdziesięcio- i pięćdziesięciolatkowie, którzy nie wino, a zupełnie inne środki urozmaicania życia miewali w żyłach…

Zaraz, zaraz, przecież… Tak, czytałem ostatnio dane na temat spożycia wina w Europie i w USA i to właśnie dzisiejsi amerykańscy sześćdziesięcio- i pięćdziesięciolatkowie wypijają większość z przypadających na głowę przeciętnego Amerykanina dziesięciu litrów wina, to oni ratują skórę i portfele francuskich, włoskich i hiszpańskich producentów, od lat opuszczanych przez ich rodzimą klientelę. Bez nich, a i bez ich europejskich rówieśników, bez pokolenia Neila Younga, Vana Morrisona, Boba Dylana i Leonarda Cohena dzisiejsze winiarstwo musiałoby wyglądać zupełnie inaczej i prawdopodobnie nie byłby to tak świetny widok.

Uff, gdy już uratowałem felieton, rozjaśniło mi się wreszcie w głowie i uświadomiłem sobie, że przecież dwie niezwykle wpływowe osoby, bez których dzisiejsze światowe i polskie winopisarstwo musiałoby wyglądać zupełnie inaczej, a więc guru amerykańskich konsumentów wina Robert Parker i niestrudzony przewodnik polskich winomanów i melancholików, mój przyjaciel i sąsiad z tych łamów Marek B., od zawsze deklarują się jako wielbiciele Neila Younga. I choć nie sądzę, by w sprawach wina zawsze się ze sobą zgadzali, zgodzą się zapewne z moim apelem do wszystkich wychowanych na twórczości Neila Younga, Boba Dylana, Vana Morrisona i Leonarda Cohena: pamiętajcie, od nas, od naszych czynów zależy nie tylko przyszłość muzyki, ale i przyszłość wina!

Tekst ukazał się w numerze 39 (3/2009)

Zdjęcia (1)

Warto przeczytać

Artykuł
Terroir w muzyce

Szukanie bezpośrednich analogii między winem i muzyką jest zadaniem dość karkołomnym. Gdy jednak w ciepły czerwcowy wieczór wychodziłem z Sali Kongresowej, byłem pewien, że taką analogię znalazłem. Dziś, po namyśle może nieco mniej do niej przekonany, dzielę się nią z Czytelnikami, zwłaszcza tymi, którzy prócz picia wina słuchają czasem jazzu, bo głównie... więcej »

Artykuł
Wino i muzyka

Już kilka osób pytało mnie, dlaczego nie napisałem jeszcze o opublikowanych kilka miesięcy temu wynikach zamówionych przez chilijskiego producenta Aurelio Montesa badań dotyczących wpływu słuchanej podczas degustacji muzyki na percepcję wina. Aurelio Montes, który baryłkom dojrzewającego w piwnicy wina gra chorały gregoriańskie, chciał się dowiedzieć, czy da się... więcej »

Artykuł
Cena ma znaczenie?

Kilka lat temu, gdy byłem jeszcze młody i naiwny, prowadziłem degustację dla dość zróżnicowanej grupy osób. Win było bodaj cztery, w różnych cenach, każde w swej klasie co najmniej dobre, a kończące degustację wino ocierało się wręcz o wybitność. Już po degustacji podeszły do mnie dwie osoby, by ku mojemu wielkiemu zdziwieniu powiedzieć mi, że najbardziej smakowało... więcej »

Artykuł
Gdzie jest ten korkociąg?

Zaraz, zaraz, o czym to ja miałem pisać ... ? Już wiem, o pamięci! Hipokamp jest niewielką strukturą w korze mózgowej, kształtem przypominającą konika morskiego (stąd zresztą wzięła się jej nazwa – Hippocampus to grecki termin na określenie tego zwierzęcia), odpowiedzialną zdaniem specjalistów za pamięć krótkotrwałą (gdzie do kroćset odłożyłem przed chwilą... więcej »

Artykuł
Ukąszenie pasji

Andrzej Daszkiewicz Zima to tradycyjnie czas podsumowań, więc i ja coś podsumuję. Spośród wielu butelek, których zawartość miałem okazję ostatnio próbować, jedna poruszyła mnie szczególnie. Nie dlatego, że wino było znakomite, bo piłem wina obiektywnie dużo lepsze. Nie dlatego, że było słynne, na butelce nie było nawet etykiety. Gdy niemal dziesięć lat temu... więcej »

Artykuł
Na początku była książka

Przez książkę do whisky? Może zabrzmi to dziwnie, ale tak było ze mną. Co prawda zdarzało mi się czasem wysączyć szklaneczkę czy nawet kupić niedrogą butelkę dla gości, ale nigdy nie traktowałem whisky poważnie. Nie pojmowałem, jak można się pasjonować zbożowymi destylatami, choćby nawet były starzone w beczkach po winie. Owszem – koniak, armaniak, brandy de jerez, to wszystko... więcej »

Komentarze (0)

Brak komentarzy



Kalendarium imprez
27.10

Pt

Stilnovisti XII Grand Prix Magazynu Wino 2017

Tor Wyścigów Konnych Służewiec w Warszawie, Trybuna C

Do góry

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER


Ta strona korzysta z ciastek - małych plików tekstowych przechowywanych na komputerze użytkownika - celem ułatwienia korzystania z serwisu poprzez zapisywanie informacji o takich akcjach użytkowników jak np zalogowanie. Aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj »

ZAMKNIJ