Grand cru u Mielżyńskiego
2008-11-21






Wina Elisabetty Foradori, autorka w tle, fot. AD

Koniec czerwca to już tradycyjnie ważna data w kalendarzu warszawskiego winomana. Robert Mielżyński zaprasza bowiem wtedy swych czołowych producentów, którzy pod hasłem Grand Cru prezentują polskiej publiczności swoje wina. W tym roku otrzymaliśmy prawdziwie ekumeniczny przegląd górnej półki, od Austrii i Niemiec przez Bordeaux aż po Douro, Rioję, Trydent i Barolo. Tradycyjnie już, impreza składała się z dwóch części, porannej organizowanej dla dziennikarzy degustacji win z nowych roczników, i wieczornej, otwartej degustacji win będących aktualnie w sprzedaży, zakończonej koncertem, tym razem zagrał słynny krakowski zespół Kroke.

Z win białych tym razem nie poraził rocznik 2007 u burgundzkiego négocianta Jeana Chartron (gwoli prawdy osiem miesięcy to dla takiego Chevalier-Montrachet wiek niemowlęcy), natomiast powyżej oczekiwań wypadły wina Salomon z austriackiego Kremstal (ciekawy Riesling Kögl 2007 oraz Grüner Veltliner Lindberg 2007, oba z nową klasyfikacją kremstal DAC reserve) i zwłaszcza Georga Breuera z Rheingau. 2007 to historycznie udany rocznik dla niemieckiego rieslinga, a Berg Rottland i zwłaszcza Berg Schlossberg potwierdziły to w pełni. Klasą dla siebie było kuzynostwo Foradori z Trydentu i Górnej Adygi w północnych Włoszech: winiarnia Foradori przedstawiła Granato 2006 (wiele słów autorki Elisabetty Foradori rocznik ten ma przebić nawet wybitny 2004) oraz doprawdy niezwykle udane już w młodości Teroldego Rotaliano 2006. Martin Foradori z winiarni J. Hofstätter zachwycił z kolei mięsistym i zarazem głębokim Pinot Nero Barthenau 2004.

Wśród win z Półwyspu Iberyjskiego obok jak zwykle znakomitych Quinta do Vale Dona Maria and Quinta do Vale Meão spróbować można było Cims de Porrera z Prioratu, gdzie od 2005 r. doszło do kontrowersyjnego rozdzielenia flagowego wina Clàssic na wersję z czystej garnatxy (wino bardzo dojrzałe, z ładną mineralną podbudową) i carinyeny (wino niemal likierowe, z mocnymi garbnikami); na marginesie dodam, że sporządzana na poczekaniu ich mieszanka niżej podpisanego przekonała znacznie bardziej niż oddzielne składniki. Z win kastylijskich klasę pokazała Roda I 2005, lepsza od rocznika 2006. Dla miłośników francuskiego klasycyzmu gratką było m.in. Château Phélan-Ségur 2004 i Château Kirwan 1999, dla innych – „pirat” w postaci Penfolds Grange 2001. To wszystko było do spróbowania przed południem, ale i po południu wiele się działo, tłumnie degustowano wina będące aktualnie w sprzedaży, a zabawa przy dźwiękach muzyki Kroke trwała do późnej nocy. (wb)

Tekst ukazał się w numerze 34 (4/2008)
Ostatnia redakcja 11.2008