Twarze Collio
2008-11-25






fot. TPB

 

Jest ich kilku, może kilkunastu. Każdy podąża swoim szlakiem, wszyscy tworzą swoiście jednorodną mozaikę, której na imię Collio.

Marco Felluga: Ojciec i syn

Russiz Superiore i Marco Felluga, dwie winiarnie zarządzane przez rodzinę Felluga (ojca Marco i syna Roberto), to dziś jedno z największych rodzinnych przedsięwzięć w DOC collio. Rzadko zdarza się, by ilość tak bardzo szła w parze z jakością.


Roberto Felluga | fot. TPB

Roberto Felluga sprawia wrażenie człowieka bardzo skromnego. Spotkaliśmy się po raz pierwszy przed czterema laty, przy zjeździe z autostrady w okolicach Udine. Spędzając wakacje we Friuli postanowiłem odwiedzić jedną z winiarni. Wybór padł na Russiz Superiore – dziś nie pamiętam dlaczego. Rok później produkowane przez Roberto wina trafiły na polski rynek, a każda degustacja kolejnych roczników utwierdza mnie, że mamy do czynienia z producentem, który doskonale wie czego chce i co roku podnosi poprzeczkę jakości na wyższy poziom.

Marco Felluga jest emblematyczną postacią Coliio. Rodzony brat Livio Fellugi, symbolu sąsiedniej apelacji DOC colli orientali del friuli, poszedł za młodu swoją drogą. Już jako senior został szefem lokalnego Consorzio Vini Collio. Obok kilku innych, którzy zaczynali swe kariery wraz z narodzeniem apelacji w połowie lat sześćdziesiątych XX w., stanowi punkt odniesienia dla reszty producentów we Friuli. Zarządzający dziś firmą syn Marco, Roberto jasno deklaruje, że ojciec jest dla niego wzorem. „Ojciec zawsze wierzył w historię i tradycję naszego siedliska, dzięki czemu zyskał we Friuli wielki szacunek. Jest niezwykle charyzmatyczny, dynamiczny, pełen pomysłów. Nauczyłem się od niego wiele i staram się podążać wytyczonym przez niego szlakiem” – deklaruje Felluga junior.

Ów szlak to w praktyce zarządzanie dwiema niezależnymi winiarniami w Collio: Marco Felluga i Russiz Superiore. Pierwsza mieści się w Gradisca d’Isonzo, druga w Capriva del Friuli. Podstawową różnicę między nimi wyznacza terroir. Owoce na wina sygnowane Marco Felluga pochodzą z czterech różnych siedlisk: Farra d’Isonzo, San Floriano, Oslavia i Cormòns. Russiz Superiore stanowi zaś swoiste cru na pograniczu słoweńskim nieopodal Caprivy, a winnice leżą wokół winiarni i pobliskiej willi będącej dziś rodzinną siedzibą Fellugów.

Kolejna różnica leży w sposobie winifikacji. Wszystkie białe wina Marco Felluga fermentują i dojrzewają w stalowych kadziach, z wyjątkiem kupażu Molamatta (w skład którego wchodzą tocai friulano, ribolla gialla i pinot bianco, owoce tej ostatniej odmiany przechodzą przez dębowe beczki) oraz Pinot Grigio Riserva Mongris (30 proc. fermentacji w dębie).

Natomiast białe wina z Russiz Superiore w 85 proc. przechodzą fermentację w stalowych kadziach; pozostałe 15 proc. fermentuje w drewnianych kadziach. Tylko kupaż Col Disôre (pinot bianco, tocai friulano, sauvignon i ribolla gialla), uznawany za Fellugów za perłę w koronie rodzinnej kolekcji win białych, fermentuje w całości w kadziach drewnianych, po czym dojrzewa w butelkach co najmniej 10 miesięcy.

Roberto Felluga sprzeciwia się nazywaniu części odmian uprawianych w Collio „międzynarodowymi”. Powołuje się przy tym na ustalenia ostatniego kongresu enologicznego w Weronie, gdzie stwierdzono, że wieloletnia aklimatyzacja odmian w konkretnym klimacie i siedlisku prowadzi do wytworzenia specyficznych cech, które nie pojawiają się w tych samych odmianach w innym terroir. Dlatego Felluga nie chce mówić, że tocai friulano, ribolla gialla czy refosco to szczepy lokalne, a pinot grigio, pinot bianco czy cabernet franc – międzynarodowe. Te, z „przyjezdnych”, które od lat uprawiane są w Collio, sprawdziły się tutaj i znalazły idealne siedlisko.

Cellem Fellugów jest zachowanie indywidualnych cech odmian, ale z przywołaniem kontekstu siedliska. I w istocie mineralność win Marco Felluga i Russiz Superiore jest cechą wyróżniającą obie marki. A przecież w terroirystycznej apelacji, jaką niewątpliwie jest Collio, to nie takie proste. Moje pierwsze doświadczenia z obu markami mówiły mi, że wina Marco Felluga są prostsze, Russiz Superiore zaś bardziej wyrafinowane. Dziś ta różnica się zaciera. Można raczej mówić o czystej mineralności, wyrafinowaniu i swoistym intelektualnym chłodzie pierwszych i hedonistycznej pełni drugich. To jednak wynika przede wszystkim z opisanych wyżej różnic w winifikacji. Fascynująca jest równoległa degustacja win jednoszczepowych z obu winiarni. Wybór faworyta zależy raczej od bardzo indywidualnych preferencji pijącego, nigdy zaś od różnicy w jakości.

Na koniec słowo o winach czerwonych. Roberto Felluga robi dziś bodaj najbardziej fascynujące Cabernet Franc (Russiz Superiore) w Collio. Lubiłem to wino przez lata, choć w rocznikach takich jak 2003 czy 2004 widziałem w nim raczej bardzo praktycznego przyjaciela stołu, wino idealne do łączenia z jedzeniem. Rocznikiem 2005 Felluga przekroczył kolejną granicę. Zachowując rewelacyjny charakter szczepowy (przy okazji dał do ręki kolejny argument wszystkim tym, którzy bardziej cenią sobie aromatyczną wyrazistość cabernet franc nad cabernet sauvignon), zrobił wino o idealnej niemal strukturze, pełne pluszowych tanin, w pełni dojrzałe, eleganckie i ekspresyjne, o świetnym potencjale starzenia. Na pudle jest też bez wątpienia Riserva degli Orzoni z gorącego roku 2003: stajenny, dziki, wiejski kupaż caberneta i merlota.

Warto pamiętać, że Fellugowie nie prowadzą w Collio działalności butikowej. Ich winnice to w sumie ponad 200 ha. Ciągły postęp jakości, dbałość o szczegóły i niezwykle wyrównany poziom wszystkich win stawiają ich w ścisłej czołówce apelacji, Friuli i całego winiarstwa północnych Włoch. (tpb)

Importerem win Marco Felluga i Russiz Superiore w Polsce jest Robert Mielżyński

Joško Gravner: siła wizji

O tym friulańskim wizjonerze pisałem już cztery lata temu (Magazyn WINO 5/2004). Gdy po raz kolejny odwiedziłem go w 2006 r., Joško był zajęty rozbudową piwnic, więc większość czasu spędziłem z jego synem, Mihą, coraz bardziej przypominającym ojca i fizycznie, i pod względem wyrażanych opinii o sprawach wina. Od poprzedniej wizyty zmieniło się przede wszystkim jedno: nowe wina Anfora trafiły wreszcie na rynek.

Przypomnijmy: w poszukiwaniu swojego Świętego Graala, czyli wina „prawdziwego”, Gravner wypróbował większość stosowanych na świecie technik winifikacji. Jako jeden z pierwszych we Friuli sięgnął po stal nierdzewną, by po kilku latach całkowicie ją odrzucić, gdyż jego zdaniem nie tylko nie daje dobrych win, ale wręcz powinna być zakazana z uwagi na swój szkodliwy wpływ na zdrowie konsumentów. Był jednym z pionierów nowej baryłki dębowej, by po kilku latach także z niej zrezygnować.


Piwnica Joško Gravnera | fot. WB

W swym rozwoju, który był swego rodzaju podróżą w przeszłość, Gravner poszedł dalej i od rocznika 2001 oba swoje wina białe, Breg i Ribollę, fermentuje z wykorzystaniem archaicznej wydawałoby się metody, używa bowiem sprowadzonych z Gruzji, zakopanych w ziemi (wystaje tylko kołnierz) glinianych amfor o pojemności 1–2 tys. litrów. Same amfory nie byłyby jeszcze tak szokujące, ważniejszy jest czas maceracji, sięgający czasem siedmiu miesięcy, a można się spodziewać jeszcze dłuższych eksperymentów. Wino przez ten czas nie jest poddawane żadnym zabiegom; pierwszą interwencją Gravnera jest dopiero jego zlanie z amfory do dużej kadzi dębowej, gdzie dojrzewa przez kolejnych kilka lat zanim trafi do butelek (z niewielką domieszką dwutlenku siarki – to jedyny moment, w którym Gravner siarkuje). Jego zdaniem prawidłowa winifikacja powinna być całkowicie naturalna i wolna od jakichkolwiek interwencji, a głównym zadaniem producenta jest przede wszystkim wyhodowanie owoców, które do takiej winifikacji będą się nadawać. W amforze nie można skorygować wina, jego dobre i złe cechy będą przez nią tylko wzmocnione – stąd nacisk na właściwą pracę w winnicy. Gravner nie uważa się za biodynamika, choć stosuje wiele biodynamicznych metod, za to z przekąsem wypowiada się o innych, którzy jego zdaniem z prawdziwą biodynamiką nie mają wiele wspólnego.

Pytany o przyczyny, dla których kilka razy całkowicie zmieniał swoje poglądy na winifkkację Gravner mówi, że pomimo rynkowych sukcesów sam przestawał lubić własne wina. Dziś je lubi, zwłaszcza te robione z tradycyjnych lokalnych odmian, jasnej ribolli i ciemnego pignolo, na których w przyszłości będzie się koncentrował. Wciąż jednak sprzedaje wina, które robił do tej pory. Są to dwa białe – jednoodmianowa Ribolla i kupaż Breg (sauvignon blanc, chardonnay, pinot grigio i riesling italico) oraz robione w niewielkich ilościach czerwone: Rosso Gravner (czysty merlot, trafiający do sprzedaży cztery lata po zbiorach, wino raczej nie budzące wielkich kontrowersji, ale i winifikacja jest tu bardziej klasyczna, bez amfor) i Rujno (też merlot, ale dojrzewający 10 lat!). Pierwsze pignolo (z rocznika 2003) Gravner zamierza wypuścić na rynek w roku 2013.

Wina Gravnera mają wielu wielbicieli, a on sam ma rosnące grono naśladowców, głównie we Friuli. Ma też wielu krytyków, nieakceptujących tego stylu win białych. Mnie się zwykle podobają, choć czasem trudno znaleźć do nich właściwy klucz. (ad)

Wina Gravner w Polsce mają w ofercie 101win.pl oraz Vini e Affini.

Borgo del Tiglio: niebywała samowiedza

Właściciel tej 9-hektarowej posiadłości Nicola Manferrari był kiedyś aptekarzem. Z tego fachu trafiło do winiarstwa kilka wybitnych jednostek i jest to dla winopisarzy zawsze znakomita okazja do bonmotów w rodzaju „aptekarskie ilości” i „aptekarska precyzja”. Nic nie poradzę, że ten drugi fantastycznie oddaje sposób, w jaki robi się wino w Borgo del Tiglio. Nic nie jest tu pozostawione przypadkowi, ale też Manferrari nie ma „przepisu na wino”. Jest przede wszystkim, jak wielcy winiarze przeszłości, „wielkim obserwatorem”, który dostosowuje uprawę i winifikację do lokalnych warunków; startowanie do produkcji wina z gotowymi pomysłami i uprzedzeniami uważa za jedną z plag nowoczesności.

Winifikacja jest bodaj najbardziej burgundzka w całym Friuli: wszystkie wina białe Borgo del Tiglio fermentują w dębowych baryłkach, a proporcja nowego dębu jest spora: nawet proste Chardonnay (z białą etykietą) trafia niemal w 100 proc. do nowych beczek.

Są to wina tak w młodości, jak i po długim starzeniu (10 lat to minimum dla każdej właściwie etykiety) bardzo beczkowe; w dzisiejszych czasach antydębowej reakcji i predylekcji do przejrzystych, stalowych, mineralnych smaków bywają krytykowane. Tak jak przy białym Montrachecie czy Meursault (nie rzucam tych porównań na wiatr), trzeba nauczyć się poza tą beczkową patyną dostrzec ich nadzwyczajną materię. Nawet najprostsze Collio Bianco (obecnie rocznik 2005; tocai, sauvignon, riesling i szczypta chardonnay, tylko używane beczki) jest winem fenomenalnie kompletnym, niezwykle skoncentrowanym, solidnym, ściśniętym, w każdym calu przemyślanym, starannie skonstruowanym architektonicznie; nuty beczkowe są tu jak murarska zaprawa, bez której ta potężna konstrukcja rozsypałaby się.

Najsłynniejszymi winami Manferrariego są dwa Chardonnay (tańsze z białą i droższe z szarą etykietą, zwane potocznie Selezione, choć to słowo na butelce nie widnieje). Za młodu idą krok w krok, Selezione zaczyna wysuwać się na czoło po 5–6 latach – do picia dziś polecam 1998 i 1995; 2004 i 2005 zapowiadają się na jedne z lepszych roczników w historii posiadłości. Nie zamykałbym się jednak na inne etykiety: Tocai Friulano bodaj najmniej zyskuje na tutejszym beczkowym stylu (degustowany niedawno 1997 nie zachwycił); jego poważniejsza, mineralna wersja Ronco della Chiesa z 40-letniej winnicy też musi się odleżeć. Bardzo ciekawą kompozycją jest Studio di Bianco (tocai, riesling i sauvignon – szkoda, że tego ostatniego Manferrari nie butelkuje już oddzielnie: rocznik 1992 jest dziś znakomity), wino bardziej cieliste, aromatyczne, bogatsze, mniej ostre od pozostałych, dobre na pierwszy kontakt z tym intelektualnym stylem. Najciekawszą etykietą Manferrariego oprócz Chardonnay wydaje mi się jednak Malvasia, której skłonność do utlenienia się świetnie równoważy nuty beczkowe; jest to w dodatku wino przystępne w młodości i pomimo sporej zawartości alkoholu (która nie bywa jednak wielkim problemem w Borgo del Tiglio, gdyż grona są zbierane wcześnie) dobrze radzi sobie w ciepłych rocznikach, jak 2003.

Jak w wielu posiadłościach we Friuli, wina czerwone są tu w mniejszości i jak w wielu, sięgają regularnie absolutnych szczytów. W obu etykietach – Collio Rosso i później wypuszczanym Rosso della Centa – dominuje merlot. Wina trafiają do naszych rąk po wielu latach (obecnie na rynek wchodzi 2003), już bez nut beczkowych, z gładkim, dojrzałym, nieco kawowym owocem. Zachwycają głębią, długością, delikatną mineralnością, lecz przede wszystkim jubilerską jakością owocu. Manferrari ma gruntownie przemyślane milion szczególików decydujących o jakości wina i z drakońską konsekwencją wprowadza w życie swoją filozofię uprawy. Niegdyś przez 45 minut wyjaśniał mi, w jaki sposób równowaga biochemiczna winorośli determinuje dojrzałość garbników: „10 lat zajęło mi przestawianie winnicy merlota na niezbędną jakość uprawy”. I to po prostu w kieliszku czuć.


Winiarnia Primosicia w Oslavji | fot. TPB

Wina Borgo del Tiglio nie są łatwe, podobnie jak niełatwym rozmówcą jest Nicola Manferrari. W pochmurne (metaforycznie rzecz ujmując) dni wina wydają się beczkowe i płaskie, a Manferrari stoi i milczy albo rzuca kwaśnymi ripostami (jak odpowiedź na pytanie o wydajność w winnicy merlota: „27 kwintali i 92 kg na hektar, ale parę deko wypadło w czasie transportu”). Czasem trzeba drugiego i trzeciego podejścia, by wydobyć z nich tę fantastyczną głębię i rys terroir, z którymi bodaj nikt we Friuli nie może się równać. (wb)

Importerem win Borgo del Tiglio w Polsce jest Kawa-Wino-Czekolada.

Radikon: jest życie bez amfory

Wina Stanko (czyli Stanisława) Radikona degustowałem po raz pierwszy w 2002 r. i zupełnie do mnie nie przemówiły. Wydały mi się wówczas ciepłe, bez finezji i głębi. W 2005 r., bogatszy o doświadczenia z coraz powszechniejszymi we Friuli i nie tylko winami „alternatywnymi” – ekologicznymi, biodynamicznymi, macerowanymi, bezsiarkowymi – przekonałem się do nich o wiele bardziej, lecz wciąż wydały mi się winami dość trudnymi w odbiorze: ich ciepła wulkanicznym ciepłem ziemi materia fascynowała jak fowistyczne malowidło, lecz niska kwasowość i brak tego, co zwykło się nazywać czystymi, świeżymi smakami owocowymi sprawiały, że trudno było mówić o bezpośredniej przyjemności picia.

Nie wątpię, że podobne uczucia mają wszyscy podróżni, przybywający na planetę Radikon z bliższej nam galaktyki win technicznych, fermentowanych z kontrolą temperatury w kadziach stalowych. Ten problem percepcyjno-interpretacyjny rozciągnąć by można na wszystkie wina tego nurtu, jakkolwiek go nazwać (progresywno-tradycyjnego, neoprymitywistycznego, ultraterroirystycznego). Wszakże flagowe wina tej friulańskiej Nowej Fali – seria Anfora Gravnera – mają tylu samu przeciwników, co zagorzałych, niemal religijnych wyznawców. Mnie przy tych dawnych degustacjach zaprzątał problem, w jaki sposób mimo uczucia nowości i osobności podjąć się systematyzacji i oceny win macerowanych. Jeżeli miały nie pozostać ciekawostkami, lecz ugruntować się jako jeden z żywotnych nurtów dzisiejszego winiarstwa, musiały przecież stać przedmiotem nie tylko zdziwienia, ale też głębszej interpretacji i oceny.

Rozwiązanie tej rozterki przyniósł czas. Od pierwszych win macerowanych minęła już dziś ponad dekada, w ślady prekursorów tego nurtu poszli epigoni ze wielu regionów Włoch, Słowenii i innych krajów, których wina, by tak rzec, obniżyły jakościowy diapazon. W tym czasie prekursorzy kontynuowali eksperymenty i dopracowali swój styl. Nie brakuje na przykład opinii, że dopiero najnowsze roczniki Gravnera osiągnęły prawdziwą wielkość. W mym odczuciu największy skok jakości wykonał właśnie Stanko Radikon. Niewątpliwym przełomem okazała się całkowita rezygnacja z siarkowania win (od 1999–2002 w zależności od wina). Zapewne dzięki temu wina Radikona z ostatnich lat – szczególnie z 2003 r. – wyraźnie odróżniają się od dawniejszych lepszą jakością owocu, większą świeżością i wyrazistością.

Winifikacja jest tu w ogóle dość osobliwa, choć prosta jak podanie dłoni i „neoprymitywistyczna” właśnie. Wina białe (90 proc. produkcji) macerowane są na skórkach 15–30 dni (Radikon w fazie eksperymentalnej niektóre partie macerował nawet rok, ale teraz odnalazł chyba złoty środek!), po czym trafiają do dużych beczek z bałkańskiego dębu (botti) na 2, niekiedy trzy lata. I to właściwie wszystko, bo butelkowane są bez klarowania, filtracji czy siarkowania (na etykietach pojawia się nawet „naturalna”, czyli powstająca w wyniku fermentacji zawartość siarczynów). Do stabilizacji win w zupełności wystarczy wpływ skórek gronowych, które Radikon nazywa najlepszym naturalnym konserwantem. Odrzuca on Gravnerowskie amfory mówiąc, że w żaden sposób nie mogą podnieść jakości wina (ich jedyną zaletę widzi w stabilności termicznej). Za kluczowy wyróżnik swojego stylu Radikon uważa sapore dell’uva – smak winogron. Ten czysty smak wyciśniętego moszczu chce zachować w swoich winach, nawet po tylu latach w beczce. Inną ciekawostką jest użycie butelek o zawartości 0,5 i 1 litra, zaprojektowanych wraz ze znanym w Polsce producentem z Carso – Edim Kante.

Jako się rzekło, degustacja win białych z nowego rocznika – 2003 – przyniosła tu wrażenie lepsze niż kiedykolwiek. Ribolla Gialla 2003 ma fantastyczną ekspresję wina półutlenionego, z nutami mandarynki, pieprzu, ziemi, a przy tym o wielkiej czystości i złożoności. Oslavje 2003 (kompozycja chardonnay, sauvignon i pinot grigio z dłuższym pobytem w beczce) ma nieco więcej owocu, jest winem bardziej przemyślanym, mniej pierwiastkowym, niezwykle jednak ściśniętym, eksplodującym na podniebieniu feerią rzadko spotykanych korzennych smaków. Przyćmiło ono bodaj wino Jakot 2003 (czysty tocai friulano), który dawniej wydawał mi się największym osiągnięciem Radikona; jest on dziś bodaj najbardziej młodzieńczy, świeży, ale mniej z kolei mineralny i strukturalny, choć czas może zmienić tę hierarchię. Poza jakością owocu bliską ideału (czuć, że te winogrona powinno prezentować się w szkołach winiarskich jako model zrównoważonej uprawy winorośli) wina te zaskakują i ujmują niską zawartością alkoholu, który najczęściej mieści się w przedziale 12,5–13o.

Jedyne czerwone wino Radikona, Merlot (obecnie rocznik 2000), ma z kolei 14,5o, lecz poza tym powiela wiele zalet tutejszych win białych. Z pewnością nie jest winem mainstreamowym; gęsta, czekoladowa, niezbyt owocowa materia podbita jest minerałem, sporo tu harmonii, swoistej finezji, choć wino jest ciepłe, cieliste. To pierwszy rocznik bez użycia siarki i kolejne (zwłaszcza te chłodniejsze) będą chyba lepsze. Mamy zatem nową pierwszoplanową postać włoskiego winiarstwa i nowe wina do przemyśleń. (wb)


Russiz Superiore | fot. TPB

Renato Keber: samotnik

Dziwna posiadłość, chadzająca własnymi ścieżkami, nieprzedstawiająca win do przewodników (w czołowych włoskich jest nieobecna), przede wszystkim zaś dziwne, indywidualne, do niczego niepodobne wina. Nie należą one do nurtu „alternatywnego” (żadnej tu maceracji czy amfory), trafiają w większości do francuskich baryłek, są późno butelkowane. Reprezentują styl „bezowocowy”, strukturalny, architektoniczny, zarazem jednak niezbyt kwasowy; zwracają uwagą przede wszystkim fakturą, gładką, gęsto tkaną materią. Styl ten wydaje mi się kontrowersyjny w winach białych, które są mało żywe, o zduszonych, mlecznych aromatach. Natomiast czerwone, szczególnie Merlot Grici, to najwyższa klasa.

Z degustacji ostatnich roczników najmniej ciekawy, nieco matowy, bez finezji, wydał się Sauvignon 2005. Także nieco bez błysku, ale otwierający się po dłuższej dekantacji, jest Pinot Grigio 2004, niezbyt aromatyczny, półmineralny, mocny, dość intelektualny. Tocai Friulano 2005 jest bardziej techniczny od swych braci, ładnie wyważony, ale mało aromatyczny (jak wszystkie wina Kebera). Z białych najlepiej wypada kompletny, choć „freakowy” Beli Grici 2003 (pinot bianco, ribolla i pinot grigio), o przedziwnych zapachach kawy z mlekiem i białego pieprzu na pomarańczowym tle. Żadnych wątpliwości nie wzbudzają natomiast wina czerwone. Collio Rosso 2004 (głównie cabernet franc) jest miękkie, zmysłowe, z luksusowym owocem, lekko podbite cabernetową ziołowością, o fantastycznie wypolerowanych garbnikach. Ale to i tak nic na tle Merlot Grici 2001. Najwyższej klasy butelka, potwierdzająca, że merlot znalazł tu dla siebie bliskie ideału siedlisko. Świetna koncentracja, absolutna dojrzałość owocu bez cienia dżemowatej wulgarności, dobrze wtopiona beczka, harmonia… W dodatku wina Kebera należą jak na friulańskie warunki do stosunkowo niedrogich (10–20 euro). (wb)

Dario Princic: miedziana biel


Kapliczka powyżej Villa Russiz | fot. TPB

Na wzgórzach na północ od Gorycji, w pobliżu pomnika upamiętniającego ofiary I Wojny Światowej i około 3 km od Gravnera, mieszka i pracuje jeden z jego uczniów, Dario Princic (nie należy go mylić z nieżyjącym już Doro Princicem z okolic Cormòns). Na blisko 6 ha uprawia głównie jasne odmiany: ribollę, chardonay, sauvignon blanc, pinot grigio i (tocai) friulano, a także cabernet sauvignon i merlot. Nie jest aż tak ekstremalny jak Gravner, nie używa amfor i stosuje krótsze czasy maceracji, wina fermentuje w otwartych kadziach, dojrzewa je w beczkach różnej wielkości. Jego wina „białe” są raczej miedziano-bursztynowe, mają zwykle dość osobliwe, intrygujące aromaty i ciekawą fakturę. Jest wśród nich kupaż Trebez i seria win jednoodmianowych, z których najciekawszymi są Friulano (w roku 2004 nazywane jeszcze tocai i będące moim zdaniem jego najlepszym winem z tego rocznika), Sauvignon Blanc i Ribolla. Bardzo dobry Cabernet Sauvignon jest najbardziej „normalnym” winem robionym przez Dario Princica. (ad)

Importerem win Dario Princic w Polsce jest Wina.pl.

Villa Russiz: złoty środek

35 ha winnic należy do państwowej fundacji pomagającej dzieciom z rodzin patologicznych, a posiadłość od lat gra we friulańskiej ekstraklasie. Styl jest nowoczesny, ale cechuje się dużą wstrzemięźliwością w użyciu beczki (większość win białych w ogóle jej nie poznaje). Dojrzały owoc, dużo materii, zrównoważonej wszakże mocną mineralnością (nuty słone) terroir Collio i dobrą świeżością, które pozwalają się pogodzić z wysokim alkoholem. W ostatnich rocznikach bije on tu rekordy: w roczniku 2006 tocai osiągnął 15,3o, a sauvignon 15o, ale przy winach o tak mocnej materii jest to rzecz do zaakceptowania.


Siedziba rodziny Schiopetto | fot. TPB

Tocai Friulano 2006 ma ładną mineralność, dobrze wtopiony alkohol, cytrusową świeżość, ale brak mu nieco wyrazistości. Pinot Grigio 2006 w tym gorącym roczniku nawiązał do estetyki burgundzkiej, z niemal barokową substancją zdyscyplinowaną przez mineralne, całkiem stylowe rusztowanie; to kolejne wino Villa Russiz, które dużo zyskuje na rezygnacji z beczek. Pinot Bianco 2006 to ładny przykład szczepu i doprawdy nie sposób odgadnąć, że i tu mamy ponad 14,5o. W podstawowej serii win białych powstają tu także Malvasia, Ribolla oraz całkiem przekonujący Riesling. Droższe Chardonnay Gräfin de la Tour 2005 i Sauvignon de la Tour 2006 są mało beczkowe, ale brakuje im ciut owocu, a Sauvignon (który zwykle uważam za najlepsze tu wino) wyraźnie nie poradził sobie z wysokim alkoholem. Pewniakiem jest tu zawsze flagowy Merlot Graf de La Tour, w 2004 wciąż ciut beczkowy, ale już zwiastujący nuty mineralne; 14,8o tu także jest dobrze wtopione, a równowaga całości – z drobnymi nutami zielonymi i szczyptą kwasowości – jest znakomita. (wb)

Importerem win Villa Russiz w Polsce jest Vinoteka13

Schiopetto: ojciec założyciel

Nie trzeba nic wymyślać, ale wszystko zrozumieć – oto credo człowieka, od którego w Collio, czy szerzej, we Friuli, zaczęła się nowoczesna historia winiarstwa. Mario Schiopetto miał szczęście wychowywać się w rodzinie winiarskiej (jego ojciec Giorgio prowadził sławną gospodę Ai Pompieri w Udine, gdzie robił domowe wino), przede wszystkim jednak podróżować w latach pięćdziesiątych po Europie; doświadczenia winiarskie zbierał przede wszystkim we Francji i w Niemczech. Do Collio przywiózł metodę zimnej fermentacji, która miała przysporzyć w przyszłości tylu entuzjastów lokalnym białym winom. Jak sam o sobie mówił – niczego nie wynalazł, musiał jednak zrozumieć specyfikę lokalnego terroir, przede wszystkim gleby ponca, nadającej niepowtarzalny charakter winom z włosko-słoweńskiego pogranicza. Własną winiarnię założył w 1965 r., a więc tuż po powstaniu DOC collio. W latach 1989–92 wybudował według projektu Tobii Scarpy nową winiarnię w okolicach Caprivy. Jej centrum stanowi „sala drożdży”, w której rodzina Schiopetto eksperymentuje z różnymi gatunkami rdzennych, naturalnych drożdży. Kolejną pasją Mario było jak najdokładniejsze rozpoznanie terroir. Każdy metr kwadratowy winnic (ponad 20 ha w Collio i 8 w sąsiednim Colli Orientali del Friuli – od 1996 r. firma ma tam posiadłość Podere dei Blúmeri) został zatem precyzyjnie zbadany.

Cztery podstawowe wina białe Schiopetto – jednoodmianowe Tocai Friulano, Pinot Grigio, Pinot Bianco i Sauvignon – powstają bez użycia beczki, ale są bardzo skoncentrowane, na wskroś mocne, dojrzałe, toteż wymagają kilku lat dojrzewania w butelce, by ujawnić mocne nuty mineralne; w tej chwili w fazę pijalną wchodzi rocznik 2004; 2005 też już powoli można otwierać, natomiast bardzo wyrazisty, ciepły rocznik 2006 wymaga jeszcze co najmniej dwóch lat (gwiazdą jest Sauvignon). Winem nieco tańszym, kompozycją tocai, pinot bianco, sauvignon i malvasii, jest Blanc des Rosis, historyczna marka Schiopetto, na rynku od lat siedemdziesiątych (niektóre z tych starych roczników wciąż są dobre). Natomiast Mario Schiopetto Bianco to 60 proc. chardonnay z collio i 40 proc. tocai z DOC colli orientali del friuli, starzone częściowo w beczkach średnich rozmiarów (tonneaux), dla jeszcze cierpliwszych i lubiących jeszcze gęstszą, mineralno-dębową materię. W portfolio firmy mamy także dwa wina czerwone: lżejsze Rivarossa (kupaż bordoski z dużym udziałem cabernet franc) oraz Blúmeri (70 proc. merlot), to drugie także do odłożenia na 5–6 lat.

Mario Schiopetto zmarł w roku 2003, dziś posiadłość prowadzą jego dzieci Maria Angela, Giorgio i Carlo Schiopetti. (tpb)

Importerem win Mario Schiopetto w Polsce jest Salute.


Winnica poniżej San Fioriano| fot. TPB

Puiatti: Doctor No!

Giovanni Puiatti to potężny, zażywny mężczyzna, klasyczny bon vivant, którego wizerunek i styl bycia mogłyby – jak to się w winiarskim światku często dzieje – wiele powiedzieć o jego winach. A jednak filozofia Puiattiego, jednego z największych właścicieli w Collio, jest przeciwieństwem wyglądu winiarza. Lubi mówić o sobie Doctor No: „nie” dla maceracji na skórkach, „nie” dla dojrzewania na osadzie, „nie” dla tradycyjnie pojętej dębowej beczki.

Nie ukrywam, że w czasie degustacji w winiarni wszystkie te zaklęcia nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Wina z serii Ruttars z rocznika 2007, które przedstawił Puiatti, sprawiały wrażenie świetnych technicznie, jednak nieco bezdusznych. Wszystko zmieniło się, gdy, już w czasie wspólnej kolacji, Giovanni sięgnął po starsze roczniki, począwszy od kamienistego, ultraczystego Sauvignon Ruttars 2000, a skończywszy na eleganckim, mineralnym, świetnie dojrzałym, lecz wciąż świeżym Chardonnay Archetipi 1997.

Puiatti ma głęboką wiarę w długowieczność swych win robionych – podkreślmy – bez beczki. Najbardziej ekstremalnym przykładem tej filozofii są winifikowane przez niego w poprzedniej dekadzie wina toskańskie: Chianti Classico Riserva del Sogno 1993 oraz supertoskan Seriolo 1995 (sangiovese z dodatkiem caberneta) z Fattoria Casavecchia powstały bez udziału dębu, a zachwycają dziś złożoną dojrzałością. Nie inaczej jest z czerwonymi winami z Collio. Pinot Nero 1988 to wino ewoluowane, ale czyste, pełne pinotowej ekspresji i nut jesiennych. Najlepszy jednak okazał się Cabernet Sauvignon z 1991 r. – mięsisty, wędzony, ujmująco soczysty i owocowy.

Hedonista i dekadent Puiatti podał na koniec lekkiej i smakowitej jak jego dojrzałe wina kolacji Aurato 1995 z późnego zbioru (90 proc. sauvignon, 10 proc. traminer aromatico, tylko 5 g cukru resztkowego przy wysokiej kwasowości; dostępny na rynku rocznik 2004 ma odwrotne proporcje gron i 14 g cukru) – wino gotyckie, mineralno-żwirowe, mięsne, z łagodną nutą miodową. Giovanni nie byłby jednak sobą, gdyby nie zaserwował go w sposób ekstremalny: między wyposażonymi w łyżki do zupy biesiadnikami krążył wielki, przecięty w poprzek walec nad wyraz dojrzałego stiltona, do którego Puiatti wlał zawartość butelki Aurato. Goście zaś, w ramach deseru, wykrawali sobie kawałki potraktowanego winem sera… (tpb)

Franco Toros: najlepsze pinot bianco na świecie?

Do Franco Torosa z Novali pod Cormòns pielgrzymuje się przede wszystkim na Pinot Bianco. Jest w tym winie coś, co zniewala – ograniczenie się do stwierdzenia, że to z jednej strony fenomenalna ekspresja terroir, z drugiej genialna definicja szczepowego charakteru białego pinota to za mało. W tym winie kryje się bowiem niezwykła winiarska dyscyplina i precyzja, ale i rozpasany hedonizm; innymi słowy jest po prostu niebywale smaczne.

Toros gospodaruje na niewielkiej (ok. 8 ha) winnicy. Ma też wynajmowaną parcelę na południowych zboczach Monte Quarin. Gęstość nasadzeń jest potężna, za to wydajność niezwykle niska. O znakomitość ocierają się inne białe wina Franco z 2007: przede wszystkim Friulano i Sauvignon. Klasą dla siebie jest też Merlot 2003: rasowy, krwisty i finezyjny. (tpb)


Winnica Russiz Superiore | fot. TPB

Conti Attems: w rękach Frescobaldich

Do 2000 r. tą obecną od czterech lat na polskim rynku winiarnią zarządzał hrabia Sigismondo Douglas Attems – założyciel i pierwszy prezydent Consorzio di Tutela dei Vini del Collio (dowodził nim od 1964 do 1999 r. kiedy to przekazał władzę innemu nestorowi regionu, Marco Felludze). Na początku nowego millenium blisko 90-letni Sigismondo zawarł umowę z legendarną rodziną z Toskanii, na mocy której produkcją zarządzają dziś Vittorio i Lamberto Frescobaldi. Zastrzyk nowej energii to także rozwój winnic i restrukturyzacja piwnic. Efekty widać każdego roku, bo też kolejne roczniki są bardziej czyste, mineralne i wyraziste. Oprócz gamy win jednoszczepowych, z których najciekawszy wydaje się Merlot (2004), w Attems powstaje też dojrzewający w dębie biały kupaż Cicinis. Wydaje się, że ambicją Frescobaldich nie jest walka o najwyższą mineralną ekspresję w Collio. To raczej wina mainstreamowe, w których walory poszczególnych szczepów grają role pierwszoplanowe. Grają je jednak w sposób nader udany. (tpb)

Importerem win Conti Attems w Polsce jest Robert Mielżyński.

Livon: genialna komercja

Winiarnia Livon (100 ha w rękach braci Tonino i Valneo Livonów) leży jedną nogą w Collio, drugą w Colli Orientali del Friuli, co sprawia, że w omówieniach jednej albo drugiej apelacji bywa często pomijana. Często mawia się też o niej z rezerwą, bo to spora posiadłość, 600 tys. butelek powszechnie dostępnych od supermarketu po każdą restaurację we Friuli i nie tylko. A szkoda. Styl win Livon jest co prawda bezpieczny i mainstreamowy, ale to wcale nie znaczy banalny. Tak białe, jak i czerwone mają doprawdy mnóstwo charakteru, a wina jednoszczepowe stanowią zawsze świetny wybór w sytuacjach, gdy na horyzoncie nie ma Radikona i Gravnera.

Winem nie tak mainstreamowym jest najsłynniejsza etykieta Livona, produkowane od 1997 r. Braide Alte. Ta kompozycja sauvignon, chardonnay oraz moscato i picolita była jednym z założycielskich białych win autorskich we Friuli. Jest to w istocie wytrawne wino likierowe z wybujałą, hipnotyzującą ekspresją egzotycznych owoców, mało kwasowa, ale swoiście wyważona; wedle mojego doświadczenia można je z powodzeniem pić w młodości. Na drugim biegunie wina odmianowe: Sauvignon, Pinot Grigio, Tocai i Chardonnay. Sporo emocji przynoszą crus: Sauvignon Valbuins z umiejętnie użytą beczką i pokładami świeżej jak zdrój mineralności to dla mnie jedna z lepszych interpretacji tej odmiany we Włoszech.

Nie należy zapominać o winach czerwonych. Schiopettino Picotis, Refosco Riúl, Merlot Tiare Mate, kupaż bordoski Tiareblú to wirtuozowsko zwinifikowane, dojrzałe, gładkie, ale też ziemiste, autentyczne, bardzo apetyczne wina.

Importerem win Livon w Polsce jest Bodega Marqués.

La Castellada: kontrowersyjna beczka

Historyczna firma z Oslavii, zagłębia friulańskich indywidualistów i rewolucjonistów. Jak u sąsiadów Gravnera i Radikona, także i tu coraz dłużej trzymają skórki winogronowe w winach białych (Ribolla dochodzi do 10 dni). Swoistością Castellady jest natomiast spory udział nowej beczki w starzeniu win. Kontrowersyjna to mieszanka: wina mają pieprzne, korzenne, drożdżowe bukiety typowe dla win biodynamicznych i macerowanych, ale podbite świeżym masłem i karmelem. Powstaje tu wszystkiego 6 etykiet. Najmniej kontrowersyjne jest Rosso della Castellada (90 proc. merlota), wypuszczane na rynek po 6 latach, mineralne, miękkie, lekko roślinne, z bardzo dojrzałymi garbnikami typowymi dla czerwonych win biodynamicznych. Wśród białych klasyczną propozycją jest Bianco della Castellada (pinot grigio, chardonnay i sauvignon), z mocną strukturą mineralną. W ostatnich latach na czoło wysuwają się jednak wina jednoodmianowe: eleganckie, harmonijne Chardonnay, głęboka i chyba najciekawsza z całej gamy (bo najlepiej reagująca na ten typ winifikacji) Ribolla, mało owocowy, wyrazisty Tocai oraz mniej udane, nieco matowe Sauvignon. Powtórzę, że wina te nie są łatwe w odbiorze: do tych ciepłych bukietów, niskiej kwasowości, wysokiego alkoholu trzeba podejść bez uprzedzeń. (wb)

Venica & Venica: czysta klasyka

O polskim debiucie tej znanej firmy pisaliśmy niedawno w Magazynie WINO (1/2008). Szeroka gama arcytypowych, klasycznych win białych i czerwonych czyni z 30-hektarowej posiadłości jednego z liderów Friuli. Fermentacja w niskiej temperaturze i oszczędne użycie beczki tylko do czołowych etykiet pozwalają uzyskać wina żywe, intensywne, skoncentrowane, czyste i mineralne, dobrze oddające charakter siedliska.

Wśród podstawowych win białych mamy szeroki wybór: od Pinot Bianco i Tocai Friulano aż po Malvasię i Ribollę. Ponad nimi mieszczą się wina klasy cru: uważany niekiedy za najlepszy we Włoszech Sauvignon Ronco delle Mele oraz Tocai Ronco delle Cime. Tre Vignis to kompozycja tych dwóch szczepów oraz chardonnay, starzona częściowo w beczkach.

Poziom win czerwonych jest mniej równy: wyróżnia się Merlot (zwłaszcza w poważniejszej wersji Perilla) oraz Ronco delle Cime, kupaż bordoski do długiego starzenia. (wb)

Importerem win Venica w Polsce jest Vinoteka13.

Nereo Bressan: winiarz i masarz

Na początku oświadczył, że ma nas w… No dobrze, może nie oświadczył tego wprost, dał jednak do zrozumienia, że opinie pismaków ma gdzieś, z przyjemnością pokaże nam winnice, winiarnię, ba, da nawet spróbować nie tylko wina, ale i salami i szynki, ale nic a nic nie obchodzi go, co o tym wszystkim będziemy sądzić. Stał między równymi rzędami winorośli na obrzeżach Farra d’Isonzo, miasteczka leżącego na skraju należącej do DOC collio wyspy, już poza górzystym terenem na pograniczu włosko-słoweńskim. Stał w marcowym popołudniowym słońcu, w swych kosmicznych butach, które – zdawało się nam – mogłyby służyć do chodzenia po rozżarzonych węglach i które każdy z nas ukradkiem fotografował. Przyznał się, że ma 76 lat i że w tym wieku wino robi się dla przyjemności, a cudze zdanie można mieć gdzieś, bo w butelkach zamknięta jest cała suma życiowych doświadczeń. A jeśli lubi się swoje życie – on najwyraźniej lubi – można czniać całą resztę.

Nie ukrywam, że ta delikatna demonstracja przekonała mnie do Nereo Bressana, spadkobiercy wielopokoleniowej rodziny winiarskiej. Miałem też swoisty background w postaci degustowanego dzień wcześniej 5-letniego schioppettino, które wyszło spod jego ręki. Mogłem więc z przymrużeniem oka traktować swoisty teatr odprawiany przez starego mistrza, za to całkowicie serio oczekiwać zapowiedzianej degustacji.

Bressan nie jest gwiazdą przewodników winiarskich. Te najbardziej popularne – Gambero Rosso i Veronelli – nie zauważają jego istnienia. Dostrzega je i ocenia wysoko Duemilavini – doroczny przewodnik po najlepszych winach Italii przygotowywany przez włoskich sommelierów. Nie dziwię się. Wina robione przez Nereo Bressana i jego równie ekscentrycznego syna Fulvio (lubi się fotografować np. wystylizowany na Che) to wyższa szkoła jazdy. Panowie nie spieszą się z wypuszczaniem ich na rynek. Białe i czerwone muszą spędzić swój czas w kadziach i beczkach. Degustowaliśmy z Nereo jego Schioppettino 2003, fenomenalne Pinot Nero 2002, wreszcie 10-letnie, nieokiełznane Pignol Cru 1998. Piliśmy wytrawne białe Verduzzo Friulano 2006 i Pinot Grigio 2006 dojrzewające długo na osadzie, robione wbrew nowoczesnym friulańskim trendom, wreszcie kompleksowe Carat 2004 – kupaż lokalnych szczepów (tocai, ribolla i malvasia). Zagryzaliśmy to wszystko fenomenalnym salume i prosciutto, bo Nereo to także masarz. I także jako masarz ma własną wizję świata. Swoje wędliny robi na przykład wyłącznie z tych nóg, na których świnie sypiają (dzięki Bressanowi dowiedziałem się, że świnia zawsze śpi na tym samym boku). Mięso z obciążonej nogi ma zdaniem Bressana lepszą strukturę. Nigdy nie jadłem świadomie szynki z nogi nieobciążonej, więc trudno mi porównać. Wiem tyle, że wędliny Nereo dorównują jego winom, a od czasu spotkania w Farze będę zadawał masarzom kłopotliwe pytania dotyczące snu macior i knurów.

Spotkania z winiarzami takimi jak Nereo utwierdzają mnie w wierze w człowieka i w wino. Przekonać się, że obsypane punktami i gwiazdkami wino legendarnego winiarza jest rzeczywiście smaczne, to oczywiście miłe wrażenie. Ale odnaleźć geniusza na własny użytek to przyjemność dwa razy większa.


Winnice Collio powyżej Capriva | fot. TPB

Powrót do strony głównej "Collio. Wina pogranicza"

Tekst ukazał się w numerze 34 (4/2008)