Anteprima Sagrantino 2008. Bestia chce się podobać
2008-11-26






Tradycyjne starzenie sagrantino w dużych beczkach | fot. WB

W umbryjskim Montefalco odbył się przedpremierowy pokaz nowego rocznika sagrantino, najbardziej garbnikowego wina na świecie.

Degustację – towarzyszącą tradycyjnej już Settimana Enologica, prezentacji „stolikowej” dla szerokiej publiczności – zorganizowano po raz pierwszy. Tym samym Montefalco dołączyło do innych włoskich apelacji, jak Barolo, Chianti i Brunello, które organizują tego rodzaju degustację w chwili wejścia nowego rocznika na rynek.

Części degustacyjnej towarzyszyły wykłady. Od dra Rocco di Stefano z Uniwersytetu w Palermo dowiedzieliśmy się, że endemiczny dla wzgórz wokół Foligno w środkowej Umbrii szczep sagrantino jest najbogatszą w polifenole odmianą uprawianą we Włoszech. Znany toskański enolog Lorenzo Landi w znakomicie zwięzłym stylu przedstawił charakterystykę rocznika 2005. Pod względem opadów jest podobny do 2004, natomiast o wiele wilgotniejszy niż 2000, 2001 i 2003; w porównaniu do 2004 opady skumulowały się jednak w drugiej części okresu wegetacyjnego, natomiast ciepła i sucha pogoda w czasie zawiązywania gron dała wina bardzo skoncentrowane, o rekordowej zawartości polifenoli (99,6 mg/l). Chłodny sierpień zapewnił świeżość aromatów, a wrześniowe deszcze nie rozwodniły win: sagrantino ma bardzo małe jagody i jest odporny na wilgoć.

Garbniki dla cierpliwych

W odróżnieniu od wielu włoskich producentów nie jestem miłośnikiem rocznika 2005 ani w Toskanii, ani w – stanowiącej jej naturalne przedłużenie pod względem klimatu, gleb i uprawianych szczepów – Umbrii. Nie sądzę, by na dłuższą metę sprawdziły się przewidywania mówiące, że przegoni on 2004, który ma w mym odczuciu znacznie więcej głębi i harmonii.

Degustację 13 sagrantino z 2005 r. trudno porównać do paneli win toskańskich z tego samego rocznika z uwagi na niemiłosiernie wprost mocne garbniki tego wina. Tradycyjnie w Montefalco wino produkowało się z „kupażu Chianti” z przewagą sangiovese, natomiast sagrantino uprawiano na niewielką skalę i robiono zeń wyłącznie słodkie wino w typie passito, w którym wyraźna słodycz łagodziła ścierne działanie garbników; nie trafiało ono do sprzedaży, lecz podawane było w czasie rodzinnych uroczystości. Dopiero wprowadzenie nowoczesnej uprawy i winifikacji (delikatniejsza ekstrakcja i krótsze starzenie w nowszym dębie) pozwoliło z garbnikowej bestii uczynić wino nadające się w ogóle do picia.

Rocznik 2005 w Montefalco z pewnością udał się niezgorzej, wina są istotnie ładnie skoncentrowane, bez pewnego rozwodnienia, które przeszkadza np. w wielu chianti. Chłodny charakter rocznika wzmocnił jednak suchość garbników, przez co otwieranie tych butelek w ciągu kilku najbliższych lat jest aktem szaleństwa, nawet z krwistą wołowiną. O 2004 – z którego degustowaliśmy 6 win – też trudno powiedzieć, by był gotowy do picia, lecz jest elegantszy, świeższy i bardziej aromatyczny, a równowaga w ustach wydaje mi się wyraźnie lepsza. To będą bardzo dobre wina do starzenia 10–15 lat.


Ratusz w Montefalco | fot. WB

Sagrantino powinno bowiem leżakować co najmniej dekadę – taką opinię można usłyszeć od większości producentów. Na jej poparcie zaprezentowano dziennikarskiej braci 6 butelek z 1998 r. Były wśród nich wina sporej klasy, ale też słabe, którym czas nie był w stanie pomóc. W ramach bogatego programu degustacji pionowych w poszczególnych winiarniach cofnęliśmy się w czasie jeszcze dalej – mnie udało się spróbować sagrantino z 1990, 1988 i 1981 r. To wina o ciekawych bukietach, bogatszych, słodszych niż u toskańskich rówieśników (jeżyna, konfitura czereśniowa); tak mocarne w młodości garbniki przemieniły się w nich w atrakcyjną, niemal oleistą fakturę. Zarazem degustacja tych najlepszych butelek z minionych dekad pokazała, że sagrantino nie bywa raczej winem prawdziwie wielkim (przy zastrzeżeniach wobec tego pojęcia, o których niejednokrotnie w Magazynie WINO pisaliśmy). Ciekawym, złożonym, osobnym, przepysznym – tak, ale nie dostaje do głębi i wymiaru najlepszych brunello (gwoli prawdy większość brunello też nie).

Rozjaśniać czy zagęszczać

Jak wszystkie młode włoskie apelacje na dorobku, Montefalco w ostatnich latach dynamicznie się rozwijało – sadzono nowe hektary, powstały tuziny nowych posiadłości – lecz rozwój ten nastąpił pod dyktando stylu nowoczesnego, który tu można streścić w trzech słowach: koncentracja (wynikająca z zagęszczonych nasadzeń – tradycyjne miały niekiedy tylko 1 tys. krzewów na ha), gładkość (późny zbiór daje wina o niższej niż dawniej kwasowości) i nowa beczka (mająca w zamierzeniu wygładzać owe ostre sagrantinowe garbniki). Nie ma wątpliwości, że styl ten może dać wina niezwykle spektakularne, jak słynne 25 Anni z posiadłości Caprai, jedna z najbardziej utytułowanych etykiet środkowych Włoch. Lecz dziś doszedł chyba do kresu swoich możliwości. W zbyt wielu winach podanych na Anteprimie nużyły śmietanowo-konfiturowe zapachy barrique i męczyły suche garbniki, skutek nadekstrakcji, która obciąża nawet udane wina z tego nurtu (np. nowe Gold od Còlpetrone); przypomina to grzechy wielu vino nobile di montepulciano i modernistycznych barolo. Ta suchość pojawiała się też w winach z 1998. Tymczasem dobrze zestarzone sagrantino potrafi być winem o zaskakującej finezji i świeżości, lecz wymaga to mniej „ambitnej” ekstrakcji i starzenia w tradycyjnych beczkach botti, które wino rozjaśniają, zamiast je zagęszczać (wielu producentów sięga też po kompromisowe 500-litrowe tonneaux).

Na razie nuworyszowski entuzjazm wobec beczkowych win XXL ma przewagę, szczególnie wśród nowych producentów, u których z reguły doradzają enolodzy z Toskanii (to dziwne, że w Montefalco wciąż proponują styl, który we Florencji i Sienie jest już passé). Sagrantino szuka swojej drogi i swojej publiczności. Po sukcesach z końca lat dziewięćdziesiątych jest już w miarę znany we Włoszech, ale wielu producentów nadal sprzedaje blisko połowę produkcji w samej Umbrii, a eksportuje mniej niż 10 proc. Planowane są agresywne działania marketingowe (0,5 mln euro przeznaczono na promocję w Rosji), lecz sprawy rozbijają się, jak często we Włoszech, o miejscowe consorzio (zrzeszenie producentów), przez wielu winiarzy krytykowane. Dość powiedzieć, że w Anteprimie wzięło udział zaledwie 16 producentów z 33 częstujących swymi winami na Settimana Enologica, zaś jedyny szerzej znany winiarz z tych stron, Arnaldo Caprai, w ogóle nie jest członkiem konsorcjum.

Okręg ma jeszcze jedną kartę przetargową – wino zwane montefalco rosso. Jest ono oparte na sangiovese z dopuszczalną domieszką 30 proc. sagrantino, merlota, canaiolo i innych gron. Coraz częściej spotyka się wersję riserva (starzoną, jak sagrantino, co najmniej rok w beczce); nie brakuje bowiem producentów, którzy uważają, że to właśnie sangiovese najlepiej się tu udaje i pozwoli okolicy zadomowić się na winiarskich salonach. Pod względem stylu i ambicji montefalco rosso mieści się pomiędzy rosso di montalcino a chianti classico riserva, ma zwykle mocną kwasowość i może leżakować nawet 10 lat i dłużej. Są to jednak z natury wina mniej oryginalne niż sagrantino, które zapewne utrzyma swoją pozycję (obecnie stanowi 50 proc. produkcji apelacji, czyli ok. 2,5 mln butelek rocznie). I dobrze, bo choć nie jest diamentem, jest z pewnością jednym z szafirów winiarskiej Italii.

***

Najciekawsi producenci sagrantino

Antonelli
Filippo Antonelli pasjonuje się historią Montefalco, a w winifikacji utrzymuje umiarkowanie tradycyjny styl (czołowe wina starzone są w botti i tonneaux). Wina cechują się świetną równowagą, są dobre za młodu (zwłaszcza do jedzenia), ale należą do najbardziej długowiecznych w apelacji. Montefalco Rosso Riserva 2004 to wino znakomitej klasy, głębokie, strukturalne, w szlachetnym starotoskańskim stylu. Sagrantino lepiej zacząć otwierać po 4–5 latach. Nowością jest selekcja sagrantino z winnicy Chiusa di Pannone; próbowałem na razie rocznika 2003, który jest bardzo słodki i cierpi na problem wielu sagrantino – wysoki alkohol (15°). Pewniakiem jest proste Montefalco Rosso. Z innych win zwracam uwagę na ciekawe Trebbiano Spoletino 2007, z unikalnej miejscowej pododmiany trebbiano, która w ostatnich latach zwraca na siebie uwagę bardzo potężnymi, zarazem mocno zbudowanymi (kwasowość) winami, które dobrze znoszą beczkę. Ceny umiarkowane. Wśród innych zalet firmy Antonelli warto wymienić ekologiczną oliwę i czarujące gospodarstwo agroturystyczne.
Importer w Polsce: Pavonique

Adanti
Nie są to nigdy najwyżej oceniane wina w apelacji, a często jedne z najtańszych. Wraz z Antonelli i Antano ostoja tradycji: Sagrantino starzone tylko w dużych beczkach (i nie powstaje tu żadna supercuvée). W młodości wino niezbyt widowiskowe, ale i tak postawiłbym je na podium rocznika 2005 ze względu na umiar i świeżość. Ta ostatnia jest naczelną cechą tutejszego stylu i sprawia, że wina z 1993, 1990 (znakomity) czy 1988 wciąż pije się z przyjemnością i bez znużenia. Nie powstaje tu montefalco riserva – zamiast niego wino autorskie z odmian francuskich Arquata Rosso, starzone jednak w barrique, zatem mniej indywidualne i finezyjne od pozostałych etykiet.

Milziade Antano
Najbardziej tradycyjne i najbardziej wymagające wina w apelacji. Nieinterwencyjna winifkacja i długie starzenie w starych beczkach dają wina niezwykle garbnikowe, do tego z mocną strukturą kwasową; nawet proste Montefalco Rosso jest tu winem do 15-letniego starzenia. Obok niego powstaje jeszcze potężniejsza Riserva oraz dwa Sagrantino – obok „zwykłego” także selekcja z pojedynczej parceli Colle Allodole (pod taką nazwą w niektórych przewodnikach wymieniania jest cała posiadłość). Są to wina telluryczne, ukazujące całą garbnikową potęgę sagrantino, ale paradoksalnie nieagresywne, z dobrą głębią wiśniowego owocu.

Paolo Bea
Kolejna posiadłość o zdecydowanie tradycyjnej winifikacji. Bea trzyma się nieco na uboczu apelacji, znany jest wtajemniczonym. Wina są bardziej finezyjne, głębsze, mniej telluryczne niż np. Antano, w czym częściowo zasługa biodynamicznej uprawy. Tutejsze Sagrantino przywdziewa bardzo ciekawy bukiet owoców granatu i jest bodaj najbardziej finezyjną realizacją tej odmiany; Montefalco Rosso to supertaniczna butelka do odłożenia na dekadę. Wina są bardzo drogie (Sagrantino aż 50 euro), toteż warto sięgnąć po Rosso de Véo, „baby sagrantino” ze zdeklasowanych beczek.

Còlpetrone
Jedna z trzech posiadłości dobrze notowanego holdingu winiarskiego Saiagricola (wraz z La Poderina w Montalcino i Fattoria del Cerro w Montepulciano), od kilku lat gra w czołówce apelacji; Sagrantino 2004 włoskie magazyny uznały za najlepsze wino rocznika. Ciekawe, co napiszą o niedawno wypuszczonej podkręconej wersji Gold, której przy skrajnym ekstrakcie i otwarcie widowiskowym stylu udaje się uniknąć wulgarności. Największe postępy zrobiło tu chyba jednak Montefalco Rosso. Sagrantino jest na razie wciąż dość niedrogie. Z pewnością w najbliższych latach będzie to jedna z najbardziej liczących się winiarni.
Importer w Polsce: North Coast

Perticaia
Młoda posiadłość, szybko weszła do czołówki grupy modernistycznej. Duża koncentracja i dojrzałość (nuty czarnych owoców) wszystkich win; Montefalco Rosso jest ekstraktywne, taniczne, bardzo ambitne jak na swoją apelację; Sagrantino odwrotnie, ma garbniki starannie oszlifowane i osłodzone nową dębiną. Wina z dobrym potencjałem.

Scacciadiavoli
Wina nowoczesne, ale nie należą do najbardziej masywnych w apelacji, choć w młodości mogą razić ich ostre garbniki. Konsultantem jest Toskańczyk Stefano Chioccioli, który należy do nurtu umiarkowanego. Kandydat do awansu do ekstraklasy, jeśli uda się winom nadać nieco więcej finezji.

Arnaldo Caprai
Największa sława w Montefalco i całym regionie. Jego Sagrantino 25 Anni od połowy lat dziewięćdziesiątych należy do najbardziej nagradzanych win włoskich. To istotnie nadzwyczajna butelka, świetnie wyważone, perfekcyjnie zwinifikowana; najlepiej pić ją po 5–6 latach lub później. W szerokiej gamie win mamy Grechetto Grecante, tańsze Sagrantino Collepiano, kupaż bordoski Outsider oraz zupełnie tanie wina codzienne Anima Umbra. Caprai to dziś ogromne przedsiębiorstwo, kontrolujące blisko 150 ha winnic; nie dziwi więc, że styl win jest nowoczesny i bezpieczny, a w ostatnich latach robi się coraz bardziej anonimowy.
Importer w Polsce: North Coast, Wina.pl

Tekst ukazał się w numerze 35 (5/2008)