Futbol, muzyka, Krug
2016-08-24





Lubi operę, choć zastrzega, że się na niej nie zna. To jednak wcale nie przeszkadza jej się nią rozkoszować. Tak samo jest z Krugiem. Margaret Henriquez, prezydent i prezes zarządu Maison Krug twierdzi, że nie trzeba być ekspertem, by go spróbować.

Łukasz Ostrowski: Jak to jest pracować dla domu szampańskiego Krug?

Margaret Henriquez: Pan pyta o moje odczucia? Nadzwyczajna duma. I jednocześnie wielka odpowiedzialność. Krug istniejeod 1843 roku i była to od początku firma rodzinna, zakorzeniona w Szampanii, we Francji, w Europie, w której ogromny nacisk kładziono na ciągłość, na dbałość o najwyższe standardy produktu. To sprawia, że ludzie pracujący dla niej nie tylko muszą godnie kultywować tradycję, ale także podejmować decyzje, mając na względzie następne dziesięciolecia. Wino, które w tym roku składamy w piwnicach ujrzy światło dzienne najwcześniej w 2024 roku, więc błąd popełniony teraz, może ujawnić się dużo później i wtedy przysporzyć kłopotów.

Tak jest z każdym aspektem funkcjonowania firmy – produkcją wina i decydowaniem o jego zapasach, kupażowaniem, polityką cenową. Teraźniejszość nigdy nie może nam przesłaniać przyszłości, która przecież zaczyna się już teraz. To właśnie ją trzeba mieć na uwadze w tak starej firmie jak Krug. Dlatego, gdy mowa o uczuciach, mogę powtórzyć: ogromna duma i wielka odpowiedzialność.

Obserwując marketingowy wizerunek szampana Krug dostrzegam paradoksy: las, kury, jajka, ale też fortepiany Steinway, wyrafinowane, eleganckie restauracje. Czy to nie są zbyt silne kontrasty?

Bardzo trafnie pan to ujął: kontrasty. O to właśnie chodzi. Opisując szampany Krug, chcemy pokazać, że są one naturalne i w pewnym sensie proste, w takim, w jakim można mówić o prostocie dobrze zrobionego wina. Jednocześnie są również złożone i wyrafinowane. Doznania płynące z picia tych szampanów, podobnie jak ich aromaty i smaki, są bogate i zróżnicowane. A więc i prostota, i wyrafinowanie. Sytuacje, w których Krug jest pijany, też są rozmaite: mogą to być uroczyste, oficjalne przyjęcia, lecz także chwile kameralne, intymne. Kontrast jest wpisany w istotę tego wina i marketing ma taki obraz utrwalać.

Jak pani postrzega polski rynek? Czy jest obiecujący?

To nie jest duży rynek i pewnie nigdy duży nie będzie. Ale systematycznie się rozwija i stąd wart jest uwagi. Co w polskich konsumentach uważam za bardzo istotne, to swoista dyskretna elegancja. Polacy są eleganccy bez ostentacji, tak trochę w stylu Niemców i ten rodzaj elegancji bardzo dobrze pasuje do szampanów Krug.

Dla mnie to trochę zaskakujące. Dyskretna elegancja niekoniecznie kojarzy mi się z rodakami…

Mieszkając tutaj zapewne patrzy pan na to trochę inaczej. My jednak mamy takie wrażenie. Polacy są przez nas postrzegani jako społeczeństwo dyskretne, w którym wzrasta uznanie dla rzeczy lepszych, elegantszych, wyrafinowanych. Nie znaczy, że jest to tendencja powszechna, ale nie możemy przeoczyć tej rosnącej grupy klientów – zamożniejszych i z klasą. To jest też kwestia proporcji. Możemy sobie wyobrazić rynek, gdzie 20 proc. konsumentów reprezentuje tę klasę, dyskrecję, a 80 proc. – siłę. Dla nas owe 20 proc. to już dużo. My nie jesteśmy wielcy, znajdziemy sobie wystarczająco wielu odbiorców wśród tej mniejszości.

Cóż, Krug nie jest dla każdego…

O nie, my tak tego nie traktujemy. Nie zakładamy, że jesteśmy dla tej czy innej konkretnej grupy, a nasi odbiorcy powinni mieć takie czy inne cechy. W żadnym razie! Jeśli przychodzi do sklepu para młodych ludzi w dżinsach i chce kupić naszego szampana, to świetnie. To jest ważne: że przyszli, i że chcą mieć tę właśnie butelkę, a nie to, do jakiej kategorii dochodów się zaliczają.

Spójrzmy na to tak. Są szampany kosztujące 20, 30, 40 czy 50 euro za butelkę, czasem więcej. Dla porównania popatrzmy na piłkę nożną: bilety na mecze w trakcie dużych imprez mogą być strasznie drogie. Nie interesuję się futbolem i zawsze zachodzę w głowę, czemu to tyle kosztuje. Ale są ludzie, którzy o tym nie myślą, tylko płacą. Tak samo jest z Krugiem: mamy klientów, którzy nie kupują go dużo, dwie, trzy butelki rocznie, tylko przy ważnych okazjach. Ale są stałymi klientami naszej marki. I ja nigdy nie powiem, że nasz szampan jest tylko dla ekspertów, tylko dla koneserów. Nienawidzę takiego podejścia. To tak, jak z operą. Uwielbiam chodzić do opery, nie znam się na niej, ale nikt mi nie powie, że w takim razie nie wolno mi jej słuchać. Kiedy mam okazję uczestniczyć w degustacjach, podczas których serwowany jest Krug, lubię patrzeć na ludzi, którzy próbują tego wina, na to, jak reagują, czy im smakuje, czy jest im przyjemnie. I nie przeszkadza mi, że nie są ekspertami, bo zdecydowanie wolę tych ludzi, którzy wiedzą, że muszą się jeszcze wiele nauczyć, niż takich, którzy szczycą się tym, ile już się nauczyli.